niedziela, 25 października 2015

Od Sophie do Cezara

Kurtyna żółtych, brązowych i czerwonawych liści. Wszędzie jest ich pełno, wirują w wietrze i omal nie wlatują we mnie. Odgarniam zasłaniające mi twarz włosy, uśmiechając się lekko. To zdecydowanie bardzo ładny dzień. Najchętniej założyłabym teraz słuchawki i wsłuchała się w "Poranek" Edwarda Griega, ale cóż, telefon został w domu. Może i lepiej, bo to wspaniała okazja, by chwilkę sobie ponucić. Dawno nie śpiewałam, w ogóle prawie wcale z nikim ostatnio nie rozmawiałam. Czas rozgrzać struny głosowe. Zabawnie to brzmi.
Przechodzę pomiędzy dwoma obsianymi złocistymi liśćmi drzewami i zauważam w tym coś... Magicznego? Ich gałęzie układają się w coś na rodzaj bramy i wyobrażam sobie, że jak przez nią przejdę, będę w świecie moich marzeń.
Ta myśl przywołała moje najrozmaitsze wspomnienia. Kiedy razem z Leeną i rodzicami siedzieliśmy przed kominkiem, pijąc kakao. Graliśmy w makao i można by uznać to za dość nudnawe wspomnienie, ale jednak dla mnie ma ono wielką wartość. Jak ja bym chciała raz jeszcze zobaczyć rodziców! Gdybym nie wyjechała na studia to... To w sumie też bym już nie żyła. Leena ocalała cudem, a ja szczerze wątpię, że i ja miałabym to szczęście.
Z melancholijnego nastroju wyrywa mnie dźwięk rytmicznych kroków osoby zbliżającej się do mnie. Odwracam się szybko i z ulgą stwierdzam, że to prawdziwy człowiek z krwi i kości. Po wahaniu podchodzę do niego.
- Cześć - uśmiecham się nieśmiało i dostrzegam w nim coś podobnego do mnie. Nie wiem co, i nie wiem też, na jakiej podstawie, ale wyczuwam to.


Cezar? :')

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu jej formularza - TAK! Oni są tak podobni jak 2 krople wody! Może go nie ukatrupi jak zacznie nawijać! XD

      Usuń