- Mówiąc "idziemy po niego" masz na myśli "wbijamy na chama, zawijamy w koc i nawalamy" czy "jedna z nas robi aferę i wyciąga go z domu, a druga zawija w koc i nawala"? - podniosłam jedną brew w geście niezrozumienia.
- Na początku miałam na myśli opcję numer jeden, ale ta druga jest w sumie lepsza. - wzruszyła ramionami Lij. Pośpiesznie sprawdziłam, czy nasza przyszła ofiara nie ma zamiaru wyjścia z domu.
- Ok... To ja mogę rzucić mu się na plecy i zasłonić oczy kocem, a ty robisz największy raban, jaki się da. - pośpiesznie wyszeptałam, na moją twarz wstąpił uśmiech idiotki.
Tan bez słowa pokiwała głową, wzięła głęboki oddech i weszła do domu.
- To najgłupszy pomysł w całym moim życiu. - mruknęłam.
Chwilę potem chyba w całym obozie było słychać psychopatyczne krzyki Lijtan i dźwięki tłuczonych szklanek i kubków. Zaśmiałam się pod nosem. Dobra, teraz moja kolej do popisu... Zaraz po otwarciu drzwi rzuciłam się na chłopaka niczym lew na ofiarę. Może nie było łatwo utrzymać się na plecach rzucającego się dwudziestolatka, ale jakoś się udało. No... może jakieś dwie minuty, bo potem runęłam na ziemię przerzucona przez ramię. Sprytne, Panie Nowicjuszu.
Jęknęłam z bólu, lecz chwilę potem już zwijałam się ze śmiechu tarzając się po trawie nie zwracając uwagi na zdziwiony i pełen szoku wzrok Lij i nowego. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Jest jeszcze ktoś do napadnięcia? - lekko jeszcze chichocząc wytarłam rękawem bluzy łzy z moich policzków.
Lijtan? / David?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz