- Jasne, ja ten...Nic chciałem, żeby...A zresztą nic. - wyjąkałem. Dziewczyna przewróciła oczami i napiła się herbaty. Ciepło kominka w końcu dotarło też do niej, więc rozpięła dwa guziki płaszczu. W końcu mogłem się jej bardziej przyjrzeć, wcześniej jakoś nie było na to czasu. Yhm, należy do grona kobiet, o których bez żadnych wątpliwości można mówić, jako o płci pięknej. Nie często widziałem też osoby, o tak ognistym kolorze włosów. Nagle Genevieve poczuła na sobie mój wzrok i popatrzyła się na mnie, na co gwałtownie odwróciłem wzrok w kierunku kominka, tak, jakby nigdy nic. Minęło piętnaście minut, po których dziewczyna wstała odkładając przy okazji pusty kubek. Przed wyjściem zapięła rozpięte guziki i zwróciła się w moją stronę.
- Dzięki. - powiedziała, a w jej głosie słychać było trochę uprzejmości.
- Nie ma za co. - odparłem tylko uśmiechając się ciepło. Gen skinęła głową i wyszła na dwór. Po chwili nie było już jej widać. Zgarnąłem pusty kubek, umyłem go i postanowiłem zbierać się do wyjścia. Do plecaka włożyłem koc, termos, kilka noży i pistolet. No, i oczywiście papierosy. Ubrałem się w grubą kurtkę. Zgasiłem ogień w kominku i wyszedłem na dwór. Automatycznie uderzył we mnie silny, zimny wiatr. Jako osoba kochająca ciepło pod każdą postacią nie czułem się zbyt komfortowo. Fakt, iż już się ściemniło także nie dodawał mi otuchy. Włożyłem ręce do kieszeni i ruszyłem w miejsce straży. Dotarłem do niego po godzinie. Usiadłem pod jednym z drzew. Miejsce było osłonięte przez gałęzie, więc miałem trochę spokoju.
***
Minęło kilka godzin, jednak nic się nie działo. Było spokojnie, zresztą jak zwykle. Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Uzbrojony w nóż wyszedłem z gałęzi próbując zaobserwować kto jest w pobliżu. W końcu, w ciemności rozpoznałem kobietę. Zdziwiony zrozumiałem, że to Genevieve.
- Cholera, co ty tu robisz o tej porze? - zawołałem do idącej w moim kierunku postaci. - Bodajże jest druga w nocy. I jest zimno. Na dodatek niebezpiecznie. Czemu nie siedzisz w domu?
Genevieve?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz