Objęłam się mocniej ramionami, zaciskając wokół siebie kruczoczarny płaszcz jak kokon. Zrobiłam zaciętą minę, a jego łagodna twarz nie miała szansy z nią wygrać. Nie poddawał się, jednak i dalej hardo patrzył mi w oczy. Wreszcie westchnęłam, sama zaniepokojona swoją słabością.
- W porządku - mruknęłam, omijając go i wchodząc do jego domu. - Przytulnie - mruknęłam, siadając bez zaproszenia na kanapie. - Masz kawę? Ach, zapomniałem, że mi ją oddałeś - zabrzmiało to z wyrzutem, lecz właściwie było najmilszą rzeczą, jaką ludzie mi okazali, od lat. Nie zamierzałam, jednak tego przyznawać. Nie ukrywałam przecież, że go nie lubiłam. Cóż. Ja nikogo nie lubiłam.
- Może herbaty? - zapytał, ignorując moje wcześniejsze słowa.
Przygryzłam wargę, aczkolwiek ostatecznie skinęłam głową.
- Niech ci będzie. Ale po tym, jak ją wypiję, od razu wracam do domu - burknęłam, niezadowolona z siebie, że w ogóle tu weszłam. Miałam po chwili, jednak, czas dla siebie, ponieważ David zniknął w sąsiednim pomieszczeniu, najpewniej przygotowując herbatę. Po chwili wrócił i podał mi parującą zieloną herbatę w kubku. Objęłam ją dłońmi. - Dzięki - dodałam, trochę bardziej uprzejmie.
- To... - zaczął, jednak natychmiast mu przerwałam.
- Żadnego gadania - oznajmiłam. - Wypiję ją i natychmiast wychodzę.
David?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz