sobota, 17 października 2015

Od Lijtan do Elisabeth

Wyszłam ze swojego domku bladym świtem, w sumie jak większość, nikt nie miał odwagi zbyt długo siedzieć bezczynnie. Wzięłam swój łuk i ruszyłam przed siebie w nadziei na jakąś zwierzynę. Wlazłam na drzewo nieopodal strumyka i czekałam. Po chwili usłyszałam szelest naprzeciw. To Elisabeth wspinała się na drzewo dokładnie naprzeciw mnie, ale mnie nie widziała. Założyłam strzałę na cięciwę i wycelowałam w miejsce gdzie Effy nie miała się czego chwycić, nieco wyżej niż jej głowa. Trafiłam bezbłędnie, a dziewczyna szybko cofnęła rękę i spojrzała do tyłu. Wyrwała strzałę z drzewa, zeskoczyła i pobiegła do mnie. Zaczęła się wspinać na moje drzewo.
- Nie szkoda ci strzał na mnie? - powiedziała kiedy siedziała już obok mnie
- Cicho siedź, może coś przyjdzie jeszcze.. Tyle hałasu narobiłaś, że pół lasu cię słyszało
Przez chwilę udało nam się wytrzymać w ciszy, ale po chwili rozmawiałyśmy nie przejmując się zwierzętami, ani zombie. Wyjęłam kunai* i rzucałyśmy w drzewo, na które Effy wcześniej się wspinała.
- Ogólnie to mamy nowych w obozie - powiedziała
- Serio? Kiedy przyjechali?
- Chyba ze dwa dni temu - dziewczyna trafiła nożem w cienką gałąź
- Idziemy zrobić im kocówę? - spytałam zeskakując z naszej kryjówki
Wyciągnęłyśmy noże i schowałam je za pas.

kunai* - noże do rzucania

Elisabeth?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz