- Możemy - wzruszam ramionami, jeszcze raz rzucając okiem na pogrążającą się w mroku ścieżkę przed nami. Może tu już być niebezpiecznie, a mi się szczerze nie uśmiecha bycie rozszarpaną przez zombie. Mimo wszystko nie chcę ulec rutynie i chyba właśnie dlatego proponuję Cezarowi odwiedzenie mnie. Nie, żeby nudziło mnie towarzystwo Leeny i Lucasa, ale pewnie i tak nich nie będzie. Moja siostrunia na sto procent teraz włóczy się gdzieś tu, po lesie, wspinając się na drzewa i zbierając jagody w krzakach pod nimi. Jak tylko wróci do domu, jako dobra starsza siostra okrzyczę ją, dając wykład o bezpieczeństwie.
Otwieram drzwi naszego dość sporego mieszkanka, zapraszając chłopaka do środka. Wchodzi, dyskretnie się rozglądając, a ja, jako dobra domowniczka, tradycyjnie proponuję mu kawę lub herbatę. Jak przypuszczałam, oprócz nas nie ma nikogo więcej w domu, więc cieszę się z wizyty Cezara. Idę do kuchni zrobić ciepłą herbatę owocową i przynoszę parę sucharów. Jak na te warunki to rarytas.
Siadam na kanapie obok chłopaka i popijam herbatę, po czym kaszlę.
- Jestem przeziębiona - stwierdzam i okrywam się kocem. Po chwili jednak ganię się w myśli za takie niepotrzebne wypowiedzi. - Opowiesz mi coś o sobie?
Cezar? Przepraszam, że krótkie :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz