piątek, 23 października 2015

Od Sophie

Gdy tutaj przybyłam, zdziwiłam się na informację, że Leena również tu jest. Byłam przeszczęśliwa, bo przez cały czas martwiłam się, że coś się komuś stało. Owszem, stało się całej reszcie rodziny, ale przynajmniej ona żyje i ma się w jak najlepszym stanie... Można tak powiedzieć. Zresztą, co się czepiam - przecież ona zawsze była taka zwariowana i energiczna - dokładnie tak, jak tata. Ja natomiast byłam identyczna nie tylko charakterem, ale i wyglądem, jak nasza mama. Też była kobietą rozważną i spokojną, pomagała nam w lekcjach, a jej mąż zawsze się z nami bawił i urządzał przyjęcia urodzinowe. To było coś. Szkoda, że ich tu nie ma. 
Byłam zszokowana tym, że w tej dziurze żyją jakiekolwiek zwierzęta - a żyją, i to sporo. Najbardziej uradowałam się na wieść, że na polanie niedaleko naszego domu często przebywa stado dzikich koni. Zwykłam tam przychodzić i je dokarmiam, zaskarbiając sobie przy tym ich zaufanie. Na jednym z nich, ogierze, którego nazwałam Nico, nawet już jeździłam. Od zawsze kochałam konie. To takie mądre i piękne zwierzęta. 
Właśnie stępowałam sobie przez leśną ścieżkę, kiedy usłyszałam za mną szelest. Przestraszona, gwałtownie się obróciłam, po czym uspokoiłam nerwowego Nico. Miałam przy sobie łuk, tak na wszelki wypadek, ale gdyby to był człowiek, nie użyłabym go. Nie znoszę zabijać. Przy mnie nawet mucha nie ucierpi.
- Kto tam jest? - zapytałam na tyle głośno, by ktoś mnie śledzący mógł to usłyszeć - Wyjdź, proszę.

Ktoś popisze? :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz