Przechodziłem właśnie leśną ścieżką, starając dotrzeć do mojego domu, gdy nagle usłyszałem cichy krzyk. Natychmiastowo zawróciłem i pobiegłem w tamtą stronę. Im bliżej byłem, tym bardziej wyraźny był odór rozkładu. Czyżby zombie kogoś zaatakowały?
Okazało się, iż miałem rację. Leena leżała na ziemi, czołgając się, starając się znaleźć jak najdalej od potwora. Natychmiast wyjąłem pistolet, który nosiłem zawsze ze sobą, i strzeliłem bestii w głowę. Padła, martwa, a ja zwróciłem się w kierunku Leeny.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach stanęły łzy.
- Chyba złamałam nogę - oznajmiła. - Głupi korzeń.
Uśmiechnąłem się blado.
- Wszystko będzie dobrze - uspokoiłem, biorąc ją na ręce. - Zaraz zabiorę cię do lekarza.
Leena?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz