wtorek, 20 października 2015

Od Genevieve - CD historii Davida

- Aha. Więc to jest tak, że jak siedzę całymi dniami na dupie i nic nie robię to masz problem. A jeśli wyjdę i wrócę w nocy to też masz problem! - krzyknęłam, dźgając Christopher'a palcem w pierś. - To nie jest zabawne! Daj mi wreszcie spokój! Odkąd rodzice umarli, cały czas zawracasz mi głowę, starając się ustalać co i kiedy robię! Przypominam ci, że jestem od ciebie zaledwie dwa lata młodsza i...
- I tym samym niepełnoletnia! - odkrzyknął, równie wkurzony. Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, natychmiast na mnie naskoczył, jakbym kogoś zamordowała, albo coś. Cóż, miałam takie myśli, jednak nie wprowadziłam ich w życie. To "Do jutra" sprawiło, jednak, że być może zostaną one zrealizowane następnego dnia. Och, jakże ja miałam teraz ochotę kogoś zamordować.
- Oj, daruj sobie, okej? - mruknęłam sarkastycznym głosem. - Skończyłeś dwadzieścia jeden lat zaledwie kilka miesięcy temu, więc nie masz mi, co gadać o pełnoletności.
- Ja przynajmniej zachowuję się dojrzale - odparował.
- Nie! Zachowujesz się, jak stary zgred! - syknęłam i weszłam do mojego pokoju, gwałtownie trzaskając drzwiami. No, dobra. Może zachowywałam się, jak rozwydrzona nastolatka, ale, hej, nie moja wina, że mój brat jest totalnym dupkiem. Z tą myślą położyłam się spać.

Następnego dnia, gdy się obudziłam, Christopher'a już nie było. Nie, żebym się tego spodziewała. Wychodził zwykle o tej godzinie, a według zegarka była... Dwunasta. Super. 
Nie wiem, co mnie napadło, ale szybko przygotowałam się do wyjścia. Krótki prysznic, toaleta poranna, śniadanie... Potem ubrałam się w jasnoniebieską koszulę i czarne spodnie. Starałam się zachowywać też klasę, nawet w tym przeklętym miejscu, i założyłam koturny.
Jakiś czas później byłam gotowa do wyjścia. Jednocześnie nie chciałam wpaść na Davida, jednak nie miałam ochoty również bawić się w tchórza i siedzieć w domu. Daleko, jednak nie zawędrowałam, ponieważ, kiedy tylko przeszłam przez próg, moim oczom ukazały się piękne, czerwone kwiaty.
W jednym momencie już wiedziałam od kogo są i przeklęłam go w myślach. 
Podniosłam je, by wyrzucić je gdzieś dalej, jednak już było za późno. Kichnęłam gwałtownie, w tym samym momencie wyrzucając kwiaty za próg.
Miły gest, faktycznie. 
Tylko szkoda, że byłam uczulona na pieprzone pyłki wiosenne.  

David?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz