- Coś tak przeczuwałem, że znów spotkamy się w lesie. - zaśmiałem się cicho wyciągając słuchawki z uszu.
- Odpuść sobie. - mruknęła tylko nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Poczułem, że mocniej zabiło mi serce. Z nerwów? Żalu? Sam już nie wiedziałem.
- W porządku. - odparłem zaciągając się papierosem. - Nie chciałem uprzykrzać ci życia. Przepraszam.
Gen drgnęła, najwidoczniej zdziwiona zaistniałą sytuacją.
- To, ten...Ja już pójdę. Miłego spaceru. - przyśpieszyłem kroku ruszając w swoją stronę. Dziwne, ale nie miałem dzisiaj siły na przekomarzanie się z nią. Nie miałem siły na nic.
- Sam siebie nie poznaję...- mruknąłem pod nosem wpatrzony w ziemię. - Jutro pewnie będę tego żałował. No, cóż. Trudno.
Przeszedłem jeszcze kilka kroków, po czym wspiąłem się na pierwsze-lepsze drzewo. Usadowiłem się między gałęziami, oparłem głowę o korę i zamknąłem oczy wsłuchując się w otaczającą mnie ciszę. Zastanawiało mnie to, co pomyślała sobie dziewczyna widząc moją reakcję.
Genevieve?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz