niedziela, 18 października 2015

Od Christopher'a

Wstałem wczesnym rankiem. Nie zbliżała się nawet szósta. Z natury byłem rannym ptaszkiem, w przeciwieństwie do mojej młodszej siostry. Byłem pewny, że Gen jeszcze śpi i będzie to robić przynajmniej do dziewiątej. Cóż, nie winiłem jej za to. Zawsze lubiła spać i teraz, w takich okropnych okolicznościach, które były naszym życiem, nie mogłam gniewać się na to, że spędza czas, jak chce. Kto wie? Może nie dane było jej żyć długo? Może wkrótce miała umrzeć?
Pokręciłem gwałtownie głową. Nie mogłem tak myśleć. Zaledwie kilka lat temu musiałem pogodzić się ze śmiercią naszych rodziców, co nie przyszło mi łatwo. Zawsze miałem z nimi dobre relacje, wręcz wspaniałe. Byłem tym "złotym dzieckiem" z dobrymi ocenami i otwartym na świat umysłem. Mama codziennie przytulała mnie, nawet kiedy przechodziłam nastoletni bunt i nie zawsze tego chciałem. Teraz żałuję tego, że kilka razy ją odepchnąłem. Gdybym mógł cofnąć czas, chwyciłbym ją w ramiona i nie puszczał już nigdy. Z tatą było podobnie. Zawsze byłem jego ukochanym synem. Pamiętam, jak uczył mnie jazdy na rowerze i grania w piłkę nożną. Oczywiście, nie interesowałem się tym. Jemu, jednak to nie przeszkadzało, ponieważ też wolał uczyć się nauk ścisłych i swojej miłości do nich oraz astronomii mnie zaraził. 
Nie mogłem się oprzeć i podszedłem do komody, z której wyciągnąłem oprawione w czarną ramkę nasze rodzinne zdjęcie. Miałem wtedy chyba czternaście lat, Genevieve dwanaście. Mama wyglądała przy nas, niczym starsza siostra. Uśmiechała się swoimi śnieżnobiałymi zębami, obejmując jedną ręką małą Gen, a drugą nastoletniego mnie. Tata, jak zawsze, stał dumnie, jednak uśmiechał się szeroko. Widać było, iż jest dumny ze swojej rodziny. Ja również byłem z niej dumny i za nic nie oddałbym tych wspomnień, związanych z moim dojrzewaniem. To były najpiękniejsze lata mojego życia, które miały już nigdy nie wrócić.
W pewnym momencie nie mogłem już zdzierżyć słodko-gorzkiego uczucia i włożyłem fotografię z powrotem do komody, zamykając ją na klucz. Położyłem go na niej, lecz przykryłem materiałem, żeby nie rzucał się, aż tak bardzo w oczy. W komodzie znajdowały się bowiem zbyt osobiste rzeczy. Szczególnie dla oka mojej siostry. To byłby koszmar, gdyby odkryła, co jest w środku.
Starając się wyczyścić umysł, wziąłem zimny prysznic, który natychmiast pobudził mnie do działania. Następnie ubrałem się w niebieską koszulę i czarne spodnie. Uznałem, że dobrym pomysłem jest wyjście na spacer. Lubiłem to robić. Szczególnie rano, gdy nie było zbyt wielu osób. 
Wyszedłem, starając się nie zbudzić Gen. Od razu powędrowałem w stronę leśnej ścieżki, wciąż jednak trzymając się granic Obozu. Nie chciałem przecież powędrować za daleko. 
Nie uszedłem nawet paru kroków wśród leśnej melancholii, gdy usłyszałem za sobą kroki. Odwróciłem się, chcąc sprawdzić, kto za mną idzie.

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz