Jak na zawołanie, kichnęłam, kiedy odszedł. Przeklęłam pod nosem i kopnęłam kamień. Niestety, okazał się on być zbyt wielki. Skrzywiłam się z bólu, jednak nie zatrzymałam się. Szłam dalej, hardo, kichając raz po raz. Cóż. Kiedy już raz powącham coś zawierającego w sobie pyłki wiosenne, tak szybko się od nich nie uwolnię. Taka to była już moja klątwa.
Las wyglądał naprawdę ładnie o tej porze roku. Przez złoto-pomarańczowe korony drzew przedzierał się blask słońca, padający na leśną ścieżkę. Delikatny, mroźny wiatr, zwiastujący niedaleką zimę, powiewał raz po raz, a ja musiałam opatulać się bardziej swoim kruczoczarnym płaszczem. Przez chwilę szłam, wsłuchana w odgłos własnych kroków, szumu drzew i śpiewania ptaków. Szybko jednak znudziłam się tymi monotonnymi dźwiękami i wyjęłam z kieszeni mp3. Wyszukałam jakąś dobrą piosenkę, oczywiście z kategorii starego rocka, i wyłączyłam się, wgapiona w ścieżkę przed siebie.
Nagle coś przyciągnęło mój wzrok. Prychnęłam, gdy okazało się, że to David siedzący na drzewie. Miałam ochotę rzucić w niego kamieniem. Może wtedy spadłby i skręciłby sobie kark. Tak, to bez wątpienia byłoby ciekawe. Cierpiałam jednak na brak jakichkolwiek kamieni, więc postanowiłam wcielić w życie plan B. To znaczy, zignorować go i odejść, jak najszybciej, gdyby mnie zauważył.
Zaczęłam to robić, kiedy nagle otworzył oczy. Niech to szlag, mruknęłam do siebie w myślach.
- Uważaj, bo ktoś mógłby cię stamtąd zrzucić - uśmiechnęłam się złośliwie.
David?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz