Stanęłam jak wryta, gapiąc się w okno, a raczej widok za nim. Christopher znikał, schodząc po drabinie prowadzącej do domku. Stałam tak nieruchomo przez trzynaście minut i trzydzieści osiem sekund (z zegarkiem w ręku!). Dopiero po tym czasie lekko uniosłam rękę, chcąc coś powiedzieć, ale właśnie do domku wszedł Lucas i gadanie do niewidzialnego Chrisa nie byłoby raczej dla niego rzeczą zbyt normalną.
Zjadłam więc kanapkę z miodem, wciąż nieprzytomnie gapiąc się przed siebie. Fakt, że Quinn zjadł mój ostatni rysunek również mnie szczególnie nie poruszył, bo myślałam o jednym.
Chris. Dał. Mi. Buziaka.
W policzek, ale buziaka. Poszłam spać, ale sen zmorzył mnie dopiero po godzinie nieustannych prób. Mimo to i tak obudziłam się w środku nocy, dopiero teraz uśmiechając się szeroko.
- Chris, jesteś wielki! - wrzasnęłam na całą chatkę, po czym opanowałam się i skuliłam w kłębek, udając, że śpię. Na szczęście mojego współlokatora albo nie było w domku, albo po prostu spał tak kamiennym snem, że się nie obudził.
Następnego dnia truchcikiem pobiegłam tuż pod jego chatkę, gdzie energicznie zapukałam w drzwi, ale nie otworzył mi on, tylko - jak mniemam - jego siostra Genevieve, o której mi wczoraj wspominał.
- Czego chcesz? - mruknęła, nieco oschle.
- Jest może Christopher? - zapytałam, nieco speszona. Nie jestem osobą wstydliwą ani aspołeczną tym bardziej, jednakże ta dziewczyna wywołała we mnie dziwne uczucie. Stanęłam na palcach, by spojrzeć za jej ramię, ale ona zmierzyła mnie złowrogim wzrokiem.
- I co się pchasz? Christopher, masz gościa! - krzyknęła, jakby od niechcenia.
Chris? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz