Tego dnia byłam od rana dziwnie zmęczona. Na nic nie miałam ochoty i wcale nie wynikało to z mojej prokrastynacji, nie tym razem. Przygotowałam śniadanie, czyli zwykłą bułkę z szynką. Nie znoszę gotować i obawiam się, że nie umiałabym zrobić nawet jajecznicy. Gdy jadłam, na stół wskoczył Quinn, małe lisiątko, którym zaopiekowałam się jeszcze przed przybyciem tutaj. Dałam mu kawałeczek mięsa z mojej kanapki, który zjadł nieprawdopodobnie szybko.
- Więcej ci nie mogę dać - pogłaskałam go delikatnie po pyszczku - Sama głoduję, ale obiecuję, że upolujemy coś zjadliwego.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Zaraz po śniadaniu Quinn wskoczył mi na barki, a ja wzięłam mój nóż i wyszłam z chatki. Las wokoło był rozległy, w sumie to stanowił większą część naszego "miasteczka". Było tu parę gatunków zwierząt, o których wcześniej nie miałam pojęcia, a które stanowiły niemałe zagrożenie dla ocalałej społeczności. Od pory, gdy zetknęłam się z jednym z nich, zawsze mam przy sobie mój nóż, ale i też scyzoryk oraz zapalniczkę.
Moje przemyślenia przerwał widok mężczyzny niepodal. Wpatrywałam się w niego ciekawie, a gdy się odwrócił, pomachałam mu przyjacielsko.
- Hej, hej, hej! - krzyknęłam radośnie.
Christopher? :3 Szykuj się na szaleństwa Leeny XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz