- Ktoś, to znaczy ty? - zaśmiałem się cicho znów zamykając oczy.
- Bardzo możliwe. - odparła spoglądając w górę.
- Wchodzisz? - spytałem mimowolnie patrząc w dół. Mimo tak dużej odległości od ziemi mogłem wyczuć bijące od Genevieve niedowierzanie.
- Pomarzyć sobie możesz. - prychnęła.
- Ok. Pamiętaj, to była tylko propozycja. - powiedziałem zapinając bluzę. Założyłem też kaptur. Na drzewie odczuwało się zimny wiatr jeszcze bardziej, niż na ziemi. Kiedy odwróciłem się z powrotem dziewczyny nie było już widać. Westchnąłem i zabrałem się za schodzenie z drzewa. Na ziemi nie było może cieplej, jednak drzewa choć trochę osłaniały od wiatru. Zadrżałem z zimna i poczułem nagłą chęć powrotu do domu. W domu jest kominek. Kominek daje ciepło. Żeby troszkę się ogrzać zacząłem biec w wybranym kierunku. Przy okazji zastanowiłem się, jak przeżyję nocną straż. I jak będę przeżywać ją w zimie. Odpędziłem od siebie te myśli skupiając się na drodze. Kilka kroków i już widziałem dach domu. Przyśpieszyłem. Po połowie minuty już rozpalałem ogień w kominku. Salon ogarnęło cudowne ciepło bijące od ognia. Ogrzany wyjrzałem za okno, za którym mignęła mi postać o rudych włosach. Otworzyłem lekko drzwi. Tak jak się domyślałem - postacią była Gen skulona od zimna. Trzeba było przyznać, że z godziny na godzinę robi się coraz zimniej. Odezwała się we mnie moja nadopiekuńczość i mimo tego, że trochę się narażałem zawołałem do niej.
- Wiem, że mnie nie znosisz. Rozumiem to. Ale może weszłabyś się ogrzać, zanim wrócisz do siebie? Nie każę siedzieć ci tu dwóch godzin, tylko jedną chwilę. Widzę, że ci zimno. - westchnąłem widząc zacięcie malujące się na jej twarzy.
Genevieve?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz