- Niech ci będzie. - mimowolnie zgodziła się Genevieve. Droga upłynęła nam w ciszy.W sumie nie przejmowałem się tym. W ciągu trasy wypaliłem dwa papierosy i za każdym razem zastanawiałem się, czy przypadkiem nie będzie jej to przeszkadzać, ale z jej strony nie było żadnego sprzeciwu. W końcu doszliśmy do domku. Otworzyłem drzwi i uśmiechnąłem się.
- No, to zapraszam w moje skromne progi.
Genevieve weszła do środka i rozejrzała się, po czym oparła się o futrynę drzwi. Ja w tym czasie szukałem już kawy po kuchennych szafkach. W ostatniej z nich znalazłem całe, zamknięte opakowanie i podszedłem z nim do drzwi.
- Trzymaj. - wręczyłem je dziewczynie i poprawiłem okulary.
- Ta, dzięki. - odwróciła się na pięcie i zeszła po schodkach prowadzących do werandy.
- Jak bardzo będziesz wściekła, kiedy zaproponuję ci, że cię odprowadzę? - spytałem ukrywając rozbawienie.
Genevieve?
Wybacz, że takie krótkie, ale słabo dziś z weną. :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz