Westchnąłem ciężko.
- Jest jednocześnie podobna do twojej i tragiczna - powiedziałem szczerze. - Moi rodzice umarli, zabici przez zombie podczas pożogi. Razem z Genevieve, moją siostrą, uciekliśmy... Jakimś cudem. Długo trwało za nim doszedłem do siebie po ich śmierci. Naprawdę wiele dla mnie znaczyli. Jak to rodzice - uśmiechnąłem się blado. - No, a potem trafiliśmy tutaj. Nie jest tak źle, nie? - nie dałem jej odpowiedzieć. - Myślę, jednak, że historia każdego człowieka jest w pewien sposób tragiczna. Jak twoja i moja.
- Możliwe - odpowiedziała, a mnie zdziwiła powaga w jej głosie. Nie była już tą samą dziewczyną, co parę minut temu. Nie skakała z nogi na nogę, ukazując przy tym swoje widoczne ADHD. Och, nie. Teraz patrzyła mi w oczy z współczuciem, którego tak naprawdę nie potrzebowałem. Ona przeżyła tyle, ile ja. Kto jak kto, ale to nie ona powinna mi współczuć. - Rozumiem cię.
- Wiem - skinąłem głową. - Wiesz, co? Ja już chyba będę się zbierać.
Zrobiła urażoną minę, a cała powaga natychmiast zniknęła. Wstała gwałtownie z kanapy i wymierzyła we mnie groźnie palcem, a następnie pokiwała nim, jak niezadowolona nauczycielka.
- Ani mi się waż - oznajmiła, starając się przy tym nie zaśmiać. Nie wyszło jej to.
- Przykro mi, Leeno... - zacząłem, jednak nie dane mi było przegrać.
- No, proszę! Nie siedziałeś tu długo! - błagała niemal.
Roześmiałem się, a następnie szybko do niej podszedłem i dałem jej całusa w policzek. Stanęła jak wryta. To najwyraźniej zadziałało, jak myślałem. Pomachałem jej na pożegnanie, wychodząc jednocześnie z domu.
- Do zobaczenia! - odkrzyknąłem, będąc już w bezpiecznej odległości.
Leena?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz