- Nie. - prychnęła i ruszyła dalej. Nie zwróciłem na to większej uwagi nadal brnąc w swoje.
- David jestem. - uśmiechnąłem się podając jej rękę. Cisza. - A ty?
- Daj mi spokój. - mruknęła nawet na mnie nie patrząc.
- Co ci szkodzi wyjawić mi swoje imię? - zaoponowałem zatrzymując ją. Dziewczyna drgnęła.
- Jak ci powiem, to mnie zostawisz, tak?
- Istnieje taka możliwość, jednak jest ona bardzo mało prawdopodobna.
Towarzyszka przewróciła oczami i odgarnęła włosy robiąc kilka kroków do przodu. Szedłem cierpliwie obok niej rozglądając się dookoła. Było słonecznie, słychać było śpiew ptaków. Gdzieniegdzie coś się poruszyło, ale nie wyglądało na jakieś znaczące zagrożenie. Minęło 15 minut. W końcu zirytowana dziewczyna przystanęła w miejscu.
- Genevieve. A teraz, idź już sobie.
- Czekaj, a ty gdzie będziesz szła?
- Obiecałeś mi coś...
- Powiedziałem, że istnieje możliwość, że sobie pójdę. Nic nie obiecywałem. - uśmiechnąłem się rozbawiony i schowałem komórkę ze słuchawkami do kieszeni spodni.
- A więc, jakie masz plany? - spytałem nadal z uśmiechem na ustach.
Genevieve?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz