Dzień zapowiadał się wyjątkowo nudno. Jak zresztą każdy dzień w Obozie Ocalałych. Minął już prawie rok od kiedy ja i mój brat tutaj trafiliśmy. Tak... Oto był rok pełny beznadziejnych wrażeń i silnej tęsknoty za rodzicami. W tym czasie starałam się usilnie ignorować ludzi, jednak wielu z nich brnęło do mnie niczym ćmy do ognia. Oczywiście, jako ogień podpalałam te paskudne ćmy tak, by więcej się do mnie nie zbliżały. Mój brat, Christopher, był jednak wyjątkowo upierdliwą ćmą i nie dawał mi spokoju.
- Mogłabyś choć raz ruszyć się z domu - mruknął, właśnie wychodząc. Zbliżała się już dwunasta. Dopiero się obudziłam, a on wyglądał, jakby dopiero, co wrócił. Nie rozumiałam jego chęci do wychodzenia tak wczesnym rankiem. To było przecież kompletnie nie poręczne i pewnie bywał często niewyspany, choć nie dawał po sobie tego poznać. Albo nie był? Kto go tam wie?
- Mógłbyś chociaż raz dać mi spokój, dupku - parsknęłam, zapychając sobie usta kolejnym kawałkiem chleba. - Odwal się, CC. Mam dość tego, że ciągle mnie niańczysz. Jestem dorosła, do cholery.
Uniósł brwi, kręcąc jednocześnie głową.
- Widzę - prychnął i ruszył do swojego pokoju.
Westchnęłam tylko, uznając, że być może miał trochę racji. Nie zastanawiając się, co robię, wstałam i wreszcie wyszłam z tego przeklętego domu, by pozwiedzać przeklęty świat.
Po kilku minutach bezsensownego błądzenia, zobaczyłam jakiegoś chłopaka, którego wcześniej tu nie widziałam. Oczywiście, nie zdziwiło mnie to, ponieważ nie znałam tu prawie nikogo, prócz mojego brata i przywódcy. Tak czy inaczej nabrałam ochotę na odrobinkę wredności.
Chłopak słuchał muzyki, więc nie mógł usłyszeć mnie, jak podkradłam się do niego od tyłu. Ze złośliwym uśmiechem podniosłam z ziemi patyk i lekko dźgnęłam go w plecy. Podskoczył jak oparzony i odwrócił się. Jego reakcja była wręcz przezabawna, więc wybuchnęłam cichym śmiechem.
- Samotnie błądzenie ze słuchawkami w uszach nie popłaca, co? - ciągle uśmiechałam się nikczemnie. - Przeprosiłabym, gdybym była choć odrobinę skruszona. Jednak nie jestem, więc możesz wracać do swoich spraw, kolego - ponownie zaśmiałam się z mojego psikusa i ruszyłam w swoją stronę.
Nie uszłam, jednak za daleko, ponieważ typek - ku mojej zgrozie - mnie zatrzymał.
- Czekaj! - krzyknął, a ja odwróciłam się, unosząc brwi.
David?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz