Poczułam wielką sympatię do nowo poznanego mężczyzny, mimo że na pierwszy rzut oka wydawał się zupełnie ode mnie różnić. Był taki... Spokojny. Opanowany. Albo to ja miałam ADHD, albo on ADD. Nie wnikałam w to jednak, ponieważ podskakując żwawo wyprzedziłam go o parę kroków.
- Gdzie pójdziemy? - trochę bardziej pisnęłam niż zapytałam, łapiąc w płuca dużo powietrza. Już zaczynałam się męczyć od tego brykania.
- Nie wiem. Chyba nie ma tu tylu naprawdę wyróżniających się miejsc - wykrzywił lekko kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Przystanęłam, chwytając go za ramię i robiąc sobie odpoczynek.
- No nie ma. - wzruszyłam ramionami ostatkami sił - Jest północna część lasu, albo wschodnia część lasu, ewentualnie możemy odwiedzić centralną jego partię - uśmiechnęłam się szeroko. - Albo po prostu idźmy przed siebie. - wskazałam na wydeptaną przed nami szeroką ścieżkę. Ile na niej było patyków i połamanych gałązek! Nie znoszę ich, bo to one są przyczyną 80% moich bliższych spotkań z glebą. Postanowiliśmy jednak podążyć ową ścieżką i - jak na przekór - musiałam zaliczyć upadek na środku trasy, wywalając się jak długa na ziemię. Nie zauważyłam wystającego korzenia, który był sprawcą już dwóch poprzednich gleb. Ten sam korzeń co zazwyczaj. Policzymy się, wstręciuchu.
Spaliłam buraka i przeturlałam się tak, aby normalnie usiąść na ziemi. Spojrzałam na moje ulubione spodnie, były obdarte, a moje kolana lekko poharatane od upadku. Drobna rana mnie nie przejęła, bardziej zniszczone ładne legginsy. No niby mogę je zacerować w domku, ale i tak będzie to trochę widać.
Wciąż leżałam na ziemi jak jakaś wariatka, trąc czerwone od rumieńców policzki.
- Żyjesz? - zapytał Chris, dobrze ukrywając rozbawienie. Chciałam zachować powagę, ale po chwili wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
- Tak, tak, żyję! - oznajmiłam, gdy trochę się uspokoiłam - Zabij mnie, jestem debilką.
Christopher? Nocna wena-niewena XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz