Otrzepałem się z błota, starając się jednocześnie jakoś uratować spodnie, ale na próżno. Były kompletnie zniszczone. Nie dość, że przetarte i brudne, to jeszcze podarte w paru miejscach. Nie mogłem się, jednak powstrzymać i roześmiałem się cicho.
- Cóż, wątpię, by był tu sklep odzieżowy - przewróciłem oczami, a ona zachichotała jak gimnazjalistka. - Ale co możemy poradzić? Mam jeszcze kilka par, więc właściwie nic się nie stało.
- Dobrze - skinęła głową, najwyraźniej nie czując się nawet trochę zawstydzona, że moje zniszczone spodnie to po części jej wina. Oczywiście, nie obwiniałem jej. Całkiem dobrze się bawiłem.
- Odprowadzić cię do domu? - zaproponowałem.
Leena?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz