- Hej - uśmiechnąłem się od razu do niej szeroko
Kiedy nie odwzajemniła tego gestu nieco zbiła mnie z pantałyku ale ja się tak szybko nie zniechęcam.
- Jestem Cezar, a ty? - zapytałem patrząc w jej jasne oczy
- Sophie - odparła krótko.
- Dobrze, ale czy mi się wydaje czy ty specjalnie urywasz rozmowę? - zapytałem opierając się o drzewo
- Wydaje Ci się - stwierdziła, jednak dalej nie dała się sprowokować do dłuższej wypowiedzi
- No proszę Cię, rzucasz mi dwa słowa myśląc, że się nimi zadowolę - odparłem i prychnąłem udając obrazę jednak nie dałem rady zachować powagi i mimowolnie się uśmiechnąłem
- Wcale, że nie, to są trzy słowa, a teraz masz ich nawet więcej - odpowiedziała
- Oh, no dobrze, jak sobie chcesz - wywróciłem teatralnie oczami - Przechadzasz się tutaj, że idziesz gdzieś w jakimś konkretnym celu?
- Przechadzam się tylko - padła odpowiedź
- W takim razie jeśli pozwolisz potowarzyszę Ci i zaszczycę dialogiem ze mną - nie było to pytanie ponieważ jej zdanie w tej kwestii mało mnie obchodziło
- Jak chcesz - powiedziała wzruszając ramionami i zaczęła podążać dalszą, obraną wcześniej ścieżką.
Szybko udało mi się ją dogonić i ruszyłem obok.
- Ładna dzisiaj pogoda co? Wiem, wiem, tani chwyt z rozmową o pogodzie, ale na prawdę nie jest zła w porównaniu do pogody normalną jesienią kiedy to pada jak z cebra i nie da się nigdy wyjść, a nie daj Boże jak są burze to już w ogóle jest masakryczne. Jednak pogody niestety nie można wybrać, a tylko można się do niej dostosować... - i tak zacząłem mój trwający dobre 5 minut monolog
< Sophie?
Przepraszam jeśli źle się posługuję charakterem twojej postaci, ale wolałam się zastosować do opisu niż do tego co wydedukowałam z opowiadania >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz