Obudziłam się późno, co wcale nie jest dla mnie żadna nowością ani czymś nadzwyczajnym. Nie jestem rannym ptaszkiem i nie rozumiem ludzi, którzy uwielbiają wstawać o jak najwcześniejszej porze. To dla mnie... No... Niewykonalne! Co lepsze, na mojej twarzy leżał Quinn, mały lisek, którego znalazłam jeszcze przed przybyciem tutaj. Musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby go zdjąć ze mnie, nie budząc przy tym wszystkich mieszkańców. Quinn szczeka głośno, o tym już się niestety przekonałam na własnej skórze. Nie miałam dzisiaj ochoty na spalanie tostów, więc od razu wyruszyłam w stronę lasu z zamiarem zebrania jagód. Jako zielarka na szczęście rozróżniam te słodkie owocki od trujących świństw. Krzewów owocowych w naszym lesie jest niemało, co stanowi duże ułatwienie dla naszego i tak już ciężkiego życia. Po zebraniu wystarczającej ilości pożywienia przymierzyłam się do wdrapania się na rozłożysty dąb nieopodal, który wydawał się być świetnym miejscem do spałaszowania moich zdobyczy. Już byłam w połowie drogi na jedną ze stabilniejszych gałęzi, gdy moja noga osunęła się i z krzykiem spadłam na ziemię. Quinn, mój niezwykle pomocny i odważny towarzysz z piskiem uciekł w krzaki, a wszystkie jagody wysypały się z mojego koszyka, upiększając runo leśne.
- Szlag! - mruknęłam, spoglądając na prawą rękę. Była wygięta w drugą stronę, jednak złamanie na szczęście (albo i nieszczęście - nie znam się na medycynie) było zamknięte. Otarłam łzy, które mimowolnie napłynęły mi do oczu. W ogóle to ciekawe - byłam teraz bardziej wnerwiona niż przestraszona, a i tak moje powieki były mokre od łez. Kolejny fakt odnośnie dziwnej natury człowieka. A może to my interpretujemy płacz tylko jako oznakę smutku?
- Hej, jest tu ktokolwiek? - wrzasnęłam najgłośniej, jak potrafiłam - Pomóż ktoś, no! - jęknęłam z powodu bólu.
David? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz