Podniosłem rękę, by zapukać w drewniane drzwi. Nie minęła może minuta, zanim otworzyły się, a naszym oczom ukazała się niska brunetka, czyli nasza nowa przywódczyni.
- Hej, przyprowadziłem kolejną nową - uśmiechnąłem się zadowolony z siebie.
- Cześć, wejdziecie? - Effy odwzajemniła gest, przy okazji odsuwając się z przejścia, byśmy mogli przekroczyć próg mieszkania.
Elisabeth zaczęła pośpiesznie zgarniać swoje rzeczy z kanapy, foteli i stolika do kawy. Kiedy zniknęła w kuchni, ja rozłożyłem się na kanapie, za to Josephine zadowoliła się jednym z dwóch foteli.
- Napijecie się czegoś? - dało się słyszeć podniesiony głos Effs z pokoju obok.
- Tak, herbatę, jeśli można - odpowiedziałem.
- Ja poproszę to samo.
- Czarną, białą, owocową...?
- Czarna! - zdecydowała stanowczo Josie.
- Uuu, a masz zieloną? - w kilka kroków znalazłem się obok Effy stojącej przed szafką pełną opakowań.
- Coś tam się znajdzie... - mruknęła przywódczyni i po chwili chwyciła zwycięsko kartonowe pudełeczko.
Akurat w tym czasie zdążyła się zagotować woda, więc nie musieliśmy czekać. Wyjąłem kubki (tak, wiem gdzie były. Miałem już raz okazję robić tu herbatę, kiedy to mnie przyjmowali do obozu) i rozłożyłem je w rzędzie. Czynność zalewania i przenoszenia herbat powtarzając: "Gorące, gorące" mogę pominąć, prawda?
Kiedy już wszyscy zajęliśmy swoje miejsca, Elisabeth zabrała głos:
- To może opowiesz coś o sobie, skąd jesteś...? - wnioskuję, że to pytanie zadała Josephine, ponieważ o mnie wie już co nieco.
- Hej, przyprowadziłem kolejną nową - uśmiechnąłem się zadowolony z siebie.
- Cześć, wejdziecie? - Effy odwzajemniła gest, przy okazji odsuwając się z przejścia, byśmy mogli przekroczyć próg mieszkania.
Elisabeth zaczęła pośpiesznie zgarniać swoje rzeczy z kanapy, foteli i stolika do kawy. Kiedy zniknęła w kuchni, ja rozłożyłem się na kanapie, za to Josephine zadowoliła się jednym z dwóch foteli.
- Napijecie się czegoś? - dało się słyszeć podniesiony głos Effs z pokoju obok.
- Tak, herbatę, jeśli można - odpowiedziałem.
- Ja poproszę to samo.
- Czarną, białą, owocową...?
- Czarna! - zdecydowała stanowczo Josie.
- Uuu, a masz zieloną? - w kilka kroków znalazłem się obok Effy stojącej przed szafką pełną opakowań.
- Coś tam się znajdzie... - mruknęła przywódczyni i po chwili chwyciła zwycięsko kartonowe pudełeczko.
Akurat w tym czasie zdążyła się zagotować woda, więc nie musieliśmy czekać. Wyjąłem kubki (tak, wiem gdzie były. Miałem już raz okazję robić tu herbatę, kiedy to mnie przyjmowali do obozu) i rozłożyłem je w rzędzie. Czynność zalewania i przenoszenia herbat powtarzając: "Gorące, gorące" mogę pominąć, prawda?
Kiedy już wszyscy zajęliśmy swoje miejsca, Elisabeth zabrała głos:
- To może opowiesz coś o sobie, skąd jesteś...? - wnioskuję, że to pytanie zadała Josephine, ponieważ o mnie wie już co nieco.
Josephine?
Uuu, fajne, podoba mi się, czekam dalej.
OdpowiedzUsuńA wiecie skąd Effy ma tyle rodzajów herbaty? Ma dobrego dostawcę, który zawsze jedno pudełko przeznacza dla niej ;p