***
Kiedy otworzyłem oczy dochodziła 13:00. Powoli podniosłem się z kanapy i odruchowo sięgnąłem po okulary. Szybko przywróciłem całą sprawność umysłu. Spałem 7 godzin. Będę musiał zdrzemnąć się jeszcze popołudniu, ale teraz wypadałoby się ogarnąć. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się. Po tym w kuchni zaparzyłem dwie herbaty. Po drodze do sypialni zaopatrzyłem się w leki. Cuda się zdarzają, ale nie sądzę, żeby Genevieve zdążyła wyzdrowieć przez jedną noc. Cicho otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Dziewczyna jeszcze spała. Na stoliku obok łóżka położyłem parujący kubek pełen herbaty, pojemniczek z tabletkami i syrop. Postanowiłem, że nie będę jej budzić. Jest chora, ma prawo odpocząć. Na dodatek ostatnia przeprowadzona między nami wymiana zdań była dość nerwowa, co mogło spotęgować choćby gorączkę. Wyszedłem z pokoju i z powrotem wylądowałem na kanapie. Tam wziąłem łyk gorącego naparu i sięgnąłem po jedną z leżących na stoliku książek. Po chwili całkowicie zatopiłem się w lekturze. Minęła godzina. Wstałem i uchyliłem drzwi od sypialni.
- Już wstałaś? - spytałem widząc, że Genevieve siedzi na łóżku po turecku i popija przyniesioną przeze mnie herbatę.
Genevieve?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz