środa, 4 listopada 2015

Od Davida - CD historii Genevieve

- Rozumiem. Jeśli tak wolisz, to już mnie nie ma. - westchnąłem podnosząc się z łóżka. Dziewczyna nawet na mnie nie spojrzała. Nacisnąłem na klamkę i wyszedłem do salonu. Ogień w kominku już nieco przygasał, więc dorzuciłem drewna i położyłem się na kanapie. Jeszcze przed tym udało mi się zdjąć okulary. Przetarłem oczy ręką i wpatrzyłem się w sufit, który aktualnie stanowił dla mnie wielką, brązowo-czarną plamę. Nie ma to jak wada wzroku. ''Przecież ja się tylko o nią martwię...'' - pomyślałem wracając do sytuacji sprzed kilku minut. Nie ważne. Nie spałem od około 20-stu godzin i dopiero teraz to odczułem. Zmęczenie uderzyło mnie ze zdwojoną siłą. Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem.
***
Kiedy otworzyłem oczy dochodziła 13:00. Powoli podniosłem się z kanapy i odruchowo sięgnąłem po okulary. Szybko przywróciłem całą sprawność umysłu. Spałem 7 godzin. Będę musiał zdrzemnąć się jeszcze popołudniu, ale teraz wypadałoby się ogarnąć. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się. Po tym w kuchni zaparzyłem dwie herbaty. Po drodze do sypialni zaopatrzyłem się w leki. Cuda się zdarzają, ale nie sądzę, żeby Genevieve zdążyła wyzdrowieć przez jedną noc. Cicho otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Dziewczyna jeszcze spała. Na stoliku obok łóżka położyłem parujący kubek pełen herbaty, pojemniczek z tabletkami i syrop. Postanowiłem, że nie będę jej budzić. Jest chora, ma prawo odpocząć. Na dodatek ostatnia przeprowadzona między nami wymiana zdań była dość nerwowa, co mogło spotęgować choćby gorączkę. Wyszedłem z pokoju i z powrotem wylądowałem na kanapie. Tam wziąłem łyk gorącego naparu i sięgnąłem po jedną z leżących na stoliku książek. Po chwili całkowicie zatopiłem się w lekturze. Minęła godzina. Wstałem i uchyliłem drzwi od sypialni.
- Już wstałaś? - spytałem widząc, że Genevieve siedzi na łóżku po turecku i popija przyniesioną przeze mnie herbatę.

Genevieve?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz