Przez chwilę milczał, zapatrzony w dom przed nami. Szybko domyśliłam się, iż pewnie owy budynek należy do niego. Był on dosyć uroczy, jednak był położony w dosyć niebezpiecznym miejscu. Przekrzywiłam głowę, wyobrażając sobie, jak cała konstrukcja się zawala. Wokoło słychać było krzyki i nie wiadomo skąd wziął się ogień. Cóż, bez wątpienia była to piękna wizja. Albo to ja byłam sadystką, albo to świat był taki popieprzony, że życzyliśmy innym ludziom, jak najwięcej złego. Stawiałam raczej na pierwszą opcję, ponieważ pojawiali się też tu radośni optymiści, którzy nawet muchy, by nie skrzywdzili. Błagam, ile można słyszeć o takich osobach? Kiedy byłam dzieckiem, miałam "przyjaciółkę", Janice, która bez wątpienia do takich ludzi się zaliczała. W pewnym momencie zirytowała mnie tak mocno tą swoją gadką "przed nami całe życie, nie warto tracić czasu na zbędne smutni", że przywaliłam jej w twarz. Być może dla tego, że kilka dni wcześniej zmarł mój ukochany pies, lecz to pozostaje kwestią nierozstrzygniętą.
- To twój dom, Juliuszu? - zapytałam, jakby od niechcenia. Rzucił mi dziwne spojrzenie, jednak tylko uśmiechnęłam się na to słodko. Zauważyłam również, iż zwolnił tempa. Być może byłam naprawdę ciekawą rozmówczynią, lecz i to nie wydawało się mieć w sobie choćby ziarenka prawdy. Od tych kilku minut, kiedy go spotkałam, obraziłam go chyba już na milion sposobów.
- Juliuszu? - zagadnął, unosząc brwi.
- To chyba lepsze, niż Napoleon, prawda? - splotłam ramiona na piersi, śmiejąc się cicho. - W tym momencie nasze drogi muszą się rozejść, Juliuszu. Jest mi niezmiernie ciężko, można powiedzieć, że moje serce, wręcz krwawi. Przykro mi, ale muszę odejść, ponieważ jestem głodna, a w domu czeka na mnie lodówka pełna pysznego bekonu, który tylko czeka, by zostać doprawiony do jajecznicy - przewróciłam oczami. - Uważaj na Brutusa. Nie wiadomo, kiedy twój najlepszy przyjaciel może cię zasztyletować - rzuciłam odchodnym.
Cezar?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz