sobota, 28 listopada 2015

Od Emmy do Lionela

Spojrzałam na dom, który od tej chwili miał należeć do mnie. Zostałam poinformowana, iż mieszka w nim już jakiś chłopak, jednak nie przeszkadzało mi to. Miło było mieć współlokatora, szczególnie kiedy zostało się wychowanym z całą bandą dzieciaków szturchających cię i wyzywających na każdym kroku. Tak, moja przeszłość bez wątpienia nie była usłana różami. Ale cóż począć?
Do mojego nowego miejsca zamieszkania prowadziła niezwykle liściasta droga. Właściwie, nie wiedziałam nawet, po czym stąpam. Raz po raz podskakiwałam, kiedy wydawało mi się, że jakaś jaszczurka przebiegła mi po nodze. Być może była to tylko moja bujna wyobraźnia, jednak instynkt podpowiadał mi coś innego. Co chwila również potykałam się o wystające korzenie, których wcale nie widziałam. Bez wątpienia pierwsza rzeczą, jaką zrobię będzie utworzenie bezpiecznej ścieżki, pomyślałam.

Dom był prawie całkowicie utworzony z drewna, przy czym wyglądał wręcz uroczo. Był chyba jednym z najbardziej położonych w lesie, co wcale mi nie przeszkadzało. Świadczyło o spokoju, który po tragedii, jaka spotkała nasz świat, na pewno mi się przyda. Ze wszystkich stron otoczony był drzewami. Raczej nie będę wychodzić w nocy, pomyślałam. To mogło się skończyć wybitymi zębami. Wśród nich stała samotna latarnia, która wyglądała tutaj na wyjątkowo wyobcowaną. Od razu ją polubiłam.
Weszłam na ganek, nie pewna, co mam teraz zrobić. Niby dostałam kluczyk, ale co z tego? Ktoś już tu mieszkał. Miałam zapukać? Usiąść na ławeczce i poczekać, aż ktoś łaskawie przyjdzie? Nie wiedziałam, jakie zachowanie było w takiej sytuacji właściwie. 
Ostatecznie zdecydowałam się, żeby zwyczajnie zapukać. Stałam przez chwilę, głupio wpatrując się w dębowe drzwi, jednak nikt nie otworzył. Sięgnęłam do klamki i pociągnęłam ją. Zamknięte. Okej, więc pozostało tylko jedno. Wyciągnęłam kluczyk z kieszeni i przekręciłam go w zamku. Zgrzytną i mogłam wejść do środka. Nie mogłam się pozbyć lekkiego uczucia niezręczności.
Rozejrzałam się po domu. Wydawał się być w porządku. Niezbyt skromny, ale też niezbyt bogaty. Wręcz idealny dla mnie, dziewczyny, która nie mogła przykryć się nawet dwoma kocami, kiedy było jej zimno, bo miała tylko jeden. Tutaj mogłam zacząć zupełnie nowe życie. Mogłam być szczęśliwa.
Rozglądania się po wnętrzu i pomieszczeniach zajęło mi około godziny. Kiedy właśnie badał wyposażenie kuchni, usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka. Domyśliłam się, iż jest to mój współlokator. Wyszłam mu na przeciw, uśmiechając się krzywo.
- Cześć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, iż tak sobie tutaj weszłam. Jestem twoją nową współlokatorką. Emma - wyciągnęłam w kierunku niego dłoń.

Lionel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz