środa, 18 listopada 2015

Od Haruki - CD historii Williama


Czas oczekiwania niezwykle się wydłużał. Od godziny siódmej minęło dziesięć godzin, a mężczyzna nadal się nie obudził. Zacząłem się powoli o niego martwić. Kocięta co chwila podchodziły do drzwi z zamiarem przywitania się z nowym lokatorem, ale nie pozwalałem im. Były zawiedzione, ale dawałem im do zrozumienia, że William potrzebował odpoczynku i nie należało go budzić. Już wtedy mogłem zajrzeć, czy aby jest wszystko w porządku, ale tego nie zrobiłem. Zająłem się przygotowaniem pokoju dla gościa. Wybrałem jeden z wolnych pomieszczeń zaraz obok mojego pokoju. Okno wychodziło na las, który wyglądał wyjątkowo pięknie w ciepłych barwach jesieni. Pokoik był przytulny tak samo jak mój. Wymieniłem pościel na łóżku, starłem kurze, rozłożyłem kilka drobiazgów, by pomieszczenie nie było puste i smutne, a także na dębowym, starym stole położyłem porcelanowy wazon ze świeżymi, polnymi ziołami, które dawały niezwykle kojący aromat. Potem zabrałem się za przygotowanie posiłku, którym było spaghetti bolognese. Kiedy zaczęło się ściemniać zmartwiłem się, że brązowowłosy nadal się nie obudził. Z lekkim lękiem udałem się do pomieszczenia, w którym się znajdował razem z czwórką kociąt, które były niezwykle zainteresowane nowym żyjącym obiektem w naszej chatce. Zanim jednak zdążyłem nacisnąć klamkę, ktoś już mnie uprzedził i przez to o mało co nie wpadłem na czyjąś klatę. Rzecz jasna nie widziało mi się tego robić, ale czasami los było wobec mnie wyjątkowo okrutny i stawiał mnie w sytuacjach trudnych lub nieco zawstydzających. Tak było i wtedy. Na dodatek okazało się, że trafiłem na jakiegoś niezwykle radosnego osiłka, którego trzymały się żarty i " zabawne " docinki. Zapewne tylko dla mnie były one nie śmieszne, a lekko zawstydzające, ale liczyłem na to, że jakoś przywyknę i zacznę uśmiechać się częściej.
Chłopak chciał się oczywiście odświeżyć, czego się domyślałem już jak go opatrzyłem. Wtedy musiałem pomóc mu dojść do łazienki. Noga zapewne doskwierała mu okrutnie, a jeszcze nie zdążyłem załatwić jakiś kul dla niego, lecz kiedy wyjechał z prośbą o pomoc przy kąpieli moje serce gwałtownie przyspieszyło. Owszem... wiedziałem, że będę musiał mu pomóc, ale z obecnej perspektywy tego, że był ode mnie dużo wyższy, bardziej umięśniony i przystojny wprawiała mnie w ogromne zakłopotanie. Ja byłem taką mrówką w porównaniu do niego, jednak jak mus to mus.
-Może jednak będziesz mi pomagał, pielęgniareczko? - spytał, śmiejąc się. Wiedziałem, że żartował, ale poczułem się urażony damskim zwrotem pielęgniarza. To, że nie nadawałem się to cięcia zombiaków to nie oznaczało, że byłem jakąś piskliwą paniusią. Postanowiłem jednak, że nie będę się odzywał. Uśmiechnąłem się leciutko, ale nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do szafki z akcesoriami. Przyglądałem się butelkom z płynami do kąpieli i solom aromatyzującym. Wziąłem różową butelkę i słoiczek z różowymi granulkami – lilie. Uważałem, że nadają się najlepiej.
-Ej, no weź... coś ty taki mało rozmowny? - spytał ciemnowłosy opierając się o ścianę łazienki. Wzruszyłem lekko ramionami.
-Nie mam o czym opowiadać. Jestem raczej nudną osobą. - stwierdziłem ze spokojem.
-Serio? - spytał nie dowierzając – A jeśli znajdę jakiś temat, o którym mógłbyś mi opowiedzieć, to będziesz gadał? - spytał radosnym głosem. Z niego wesołek był nie mały i czułem, że przez najbliższe dni może być ciekawie.
-Powodzenia. - rzuciłem zatykając korek od wanny i wlewając płynu do kąpieli i granulek aromatycznych.
-Masz małe kotki. Jak się wabią? - spytał z wyraźnie wyczuwalnym triumfem w głosie. Odkręciłem kurek z ciepłą wodą, odwróciłem się do mężczyzny i przyjrzałem mu się uważnie:
-Luna, Sunset, Suseł i Żarłacz. Ich matka to Abu. Rozbieraj się. - powiedziałem raczej bez entuzjazmu i zabrałem się za przygotowywanie ręczników. Wziąłem dwa duże i jeden mały.
-No... szybki jesteś. - uśmiechnął się lubieżnie mężczyzna i wiadomo co miał na myśli. Złapałem się za czoło i ze zwątpieniem w świat spytałem:
-Ty tak na serio, czy jesteś tylko taki zboczony? - chłopak przestał stroić miny i machnął ręką.
-A, tam. Taki ze mnie mały zboczuszek, ale w tym cały urok mojego humoru. - okazał ząbki w uśmiechu na co ja tylko lekko się uśmiechnąłem czując się nieco bezpieczniej. William zaczął się powoli rozbierać. Pomogłem mu ze spodniami, ponieważ przez nogę miał trochę trudności, ale po chwili siedział już cały i zdrowy we wannie z prawą nogą opartą o bok wanny. Rana nie mogła znaleźć się w wodzie, więc mężczyzna musiał wytrzymać w takiej pozycji. Po całej łazience rozniósł się zapach lili. Już z lepszym humorem wrzuciłem ubranie chłopaka do pralki i wyszedłem z łazienki po świeżą piżamę. Lubiłem chodzić w za dużych rzeczach, szczególnie kiedy szedłem spać. Bez trudu znalazłem więc zwykłą koszulę i lekkie krótkie spodenki, które były na mnie o wiele za duże. Stanąłem pod drzwiami łazienki i zapukałem:
-Można? - spytałem przyciszonym głosem.
-Głupie pytanie. - odpowiedział mi roześmiany ktoś. Westchnąłem na przesadną wesołość i wszedłem do środka.
-Przyniosłem ci piżamę. Na jutro postaram się załatwić twoje ubrania i jakieś kule. Myślę, że zabawisz u mnie kilka dni.
-Fajnie... może być ciekawie. - uśmiechnął się podejrzanie jakby już coś w głowie planował. Ja na to tylko nabrałem powietrza w płuca i wypuściłem je z niedowierzaniem.
-Umyjesz mi włosy? - spytał głosem niewiniątka William. Posłusznie podszedłem do wanny, usiadłem na krawędzi i sięgnąłem po szampon o zapachu róży. Zmoczyłem ciemnobrązowe włosy mężczyzny, nabrałem szampony na dłoń i zacząłem powoli roznosić po włosach. Po chwili na głowie William'a pieniła się jasnoróżowa piana. Delikatnie wcierałem szampon w ciemne, aksamitne włosy chłopaka. Moje były jak siano... niestety.
-Mm... - zamruczał - ... chyba zacznę częściej chorować. Z taką opieką choroba to przyjemność. - William rozluźnił się i rozkoszował dotykiem moich palców. Po raz pierwszy ktoś pochwalił mnie w ten sposób. Czułem jak na moje policzki wpływa rumieniec. Mimowolnie uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Mężczyzna to zauważył:
-No wreszcie jakiś konkretny uśmiech! Brawo. - od razu przybrałem normalny wyraz twarzy, ale za to moje policzki zapewne stały się jeszcze bardziej czerwone.
-Ładnie się uśmiechasz. Korzystaj z tego. - powiedział z satysfakcją. Westchnąłem cichutko, bo mimo to, że William tak bardzo mnie zawstydzał to był dla mnie miły i możliwe, że to właśnie to miłe zachowanie tak bardzo mnie zawstydzało. W pewnym momencie moje oczy powędrowały na jego szyję, na której miał tatuaż w kształcie lilii. Zacząłem bardziej się przyglądać jego ciału, które pokrywały liczne kwiatowe tatuaże. Palcami przejechałem po lilii na szyi. Chłopak odwrócił się w moją stronę:
-Lilia wodna... - zacząłem - ... ładna.

( William? Jak z czymś przesadziłam to sry ;_; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz