Czas
oczekiwania niezwykle się wydłużał. Od godziny siódmej minęło
dziesięć godzin, a mężczyzna nadal się nie obudził. Zacząłem
się powoli o niego martwić. Kocięta co chwila podchodziły do
drzwi z zamiarem przywitania się z nowym lokatorem, ale nie
pozwalałem im. Były zawiedzione, ale dawałem im do zrozumienia, że
William potrzebował odpoczynku i nie należało go budzić. Już
wtedy mogłem zajrzeć, czy aby jest wszystko w porządku, ale tego
nie zrobiłem. Zająłem się przygotowaniem pokoju dla gościa.
Wybrałem jeden z wolnych pomieszczeń zaraz obok mojego pokoju. Okno
wychodziło na las, który wyglądał wyjątkowo pięknie w ciepłych
barwach jesieni. Pokoik był przytulny tak samo jak mój. Wymieniłem
pościel na łóżku, starłem kurze, rozłożyłem kilka drobiazgów,
by pomieszczenie nie było puste i smutne, a także na dębowym,
starym stole położyłem porcelanowy wazon ze świeżymi, polnymi
ziołami, które dawały niezwykle kojący aromat. Potem zabrałem
się za przygotowanie posiłku, którym było spaghetti bolognese.
Kiedy zaczęło się ściemniać zmartwiłem się, że brązowowłosy
nadal się nie obudził. Z lekkim lękiem udałem się do
pomieszczenia, w którym się znajdował razem z czwórką kociąt,
które były niezwykle zainteresowane nowym żyjącym obiektem w
naszej chatce. Zanim jednak zdążyłem nacisnąć klamkę, ktoś już
mnie uprzedził i przez to o mało co nie wpadłem na czyjąś klatę.
Rzecz jasna nie widziało mi się tego robić, ale czasami los było
wobec mnie wyjątkowo okrutny i stawiał mnie w sytuacjach trudnych
lub nieco zawstydzających. Tak było i wtedy. Na dodatek okazało
się, że trafiłem na jakiegoś niezwykle radosnego osiłka, którego
trzymały się żarty i " zabawne " docinki. Zapewne tylko
dla mnie były one nie śmieszne, a lekko zawstydzające, ale
liczyłem na to, że jakoś przywyknę i zacznę uśmiechać się
częściej.
Chłopak
chciał się oczywiście odświeżyć, czego się domyślałem już
jak go opatrzyłem. Wtedy musiałem pomóc mu dojść do łazienki.
Noga zapewne doskwierała mu okrutnie, a jeszcze nie zdążyłem
załatwić jakiś kul dla niego, lecz kiedy wyjechał z prośbą o
pomoc przy kąpieli moje serce gwałtownie przyspieszyło. Owszem...
wiedziałem, że będę musiał mu pomóc, ale z obecnej perspektywy
tego, że był ode mnie dużo wyższy, bardziej umięśniony i
przystojny wprawiała mnie w ogromne zakłopotanie. Ja byłem taką
mrówką w porównaniu do niego, jednak jak mus to mus.
-Może
jednak będziesz mi pomagał, pielęgniareczko? - spytał, śmiejąc
się. Wiedziałem, że żartował, ale poczułem się urażony
damskim zwrotem pielęgniarza. To, że nie nadawałem się to cięcia
zombiaków to nie oznaczało, że byłem jakąś piskliwą paniusią.
Postanowiłem jednak, że nie będę się odzywał. Uśmiechnąłem
się leciutko, ale nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do szafki z
akcesoriami. Przyglądałem się butelkom z płynami do kąpieli i
solom aromatyzującym. Wziąłem różową butelkę i słoiczek z
różowymi granulkami – lilie. Uważałem, że nadają się
najlepiej.
-Ej,
no weź... coś ty taki mało rozmowny? - spytał ciemnowłosy
opierając się o ścianę łazienki. Wzruszyłem lekko
ramionami.
-Nie
mam o czym opowiadać. Jestem raczej nudną osobą. - stwierdziłem
ze spokojem.
-Serio?
- spytał nie dowierzając – A jeśli znajdę jakiś temat, o
którym mógłbyś mi opowiedzieć, to będziesz gadał? - spytał
radosnym głosem. Z niego wesołek był nie mały i czułem, że
przez najbliższe dni może być ciekawie.
-Powodzenia.
- rzuciłem zatykając korek od wanny i wlewając płynu do kąpieli
i granulek aromatycznych.
-Masz
małe kotki. Jak się wabią? - spytał z wyraźnie wyczuwalnym
triumfem w głosie. Odkręciłem kurek z ciepłą wodą, odwróciłem
się do mężczyzny i przyjrzałem mu się uważnie:
-Luna,
Sunset, Suseł i Żarłacz. Ich matka to Abu. Rozbieraj się. -
powiedziałem raczej bez entuzjazmu i zabrałem się za
przygotowywanie ręczników. Wziąłem dwa duże i jeden mały.
-No...
szybki jesteś. - uśmiechnął się lubieżnie mężczyzna i wiadomo
co miał na myśli. Złapałem się za czoło i ze zwątpieniem w
świat spytałem:
-Ty
tak na serio, czy jesteś tylko taki zboczony? - chłopak przestał
stroić miny i machnął ręką.
-A,
tam. Taki ze mnie mały zboczuszek, ale w tym cały urok mojego
humoru. - okazał ząbki w uśmiechu na co ja tylko lekko się
uśmiechnąłem czując się nieco bezpieczniej. William zaczął się
powoli rozbierać. Pomogłem mu ze spodniami, ponieważ przez nogę
miał trochę trudności, ale po chwili siedział już cały i zdrowy
we wannie z prawą nogą opartą o bok wanny. Rana nie mogła znaleźć
się w wodzie, więc mężczyzna musiał wytrzymać w takiej pozycji.
Po całej łazience rozniósł się zapach lili. Już z lepszym
humorem wrzuciłem ubranie chłopaka do pralki i wyszedłem z
łazienki po świeżą piżamę. Lubiłem chodzić w za dużych
rzeczach, szczególnie kiedy szedłem spać. Bez trudu znalazłem
więc zwykłą koszulę i lekkie krótkie spodenki, które były na
mnie o wiele za duże. Stanąłem pod drzwiami łazienki i
zapukałem:
-Można?
- spytałem przyciszonym głosem.
-Głupie
pytanie. - odpowiedział mi roześmiany ktoś. Westchnąłem na
przesadną wesołość i wszedłem do środka.
-Przyniosłem
ci piżamę. Na jutro postaram się załatwić twoje ubrania i jakieś
kule. Myślę, że zabawisz u mnie kilka dni.
-Fajnie...
może być ciekawie. - uśmiechnął się podejrzanie jakby już coś
w głowie planował. Ja na to tylko nabrałem powietrza w płuca i
wypuściłem je z niedowierzaniem.
-Umyjesz
mi włosy? - spytał głosem niewiniątka William. Posłusznie
podszedłem do wanny, usiadłem na krawędzi i sięgnąłem po
szampon o zapachu róży. Zmoczyłem ciemnobrązowe włosy mężczyzny,
nabrałem szampony na dłoń i zacząłem powoli roznosić po
włosach. Po chwili na głowie William'a pieniła się jasnoróżowa
piana. Delikatnie wcierałem szampon w ciemne, aksamitne włosy
chłopaka. Moje były jak siano... niestety.
-Mm...
- zamruczał - ... chyba zacznę częściej chorować. Z taką opieką
choroba to przyjemność. - William rozluźnił się i rozkoszował
dotykiem moich palców. Po raz pierwszy ktoś pochwalił mnie w ten
sposób. Czułem jak na moje policzki wpływa rumieniec. Mimowolnie
uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Mężczyzna to zauważył:
-No
wreszcie jakiś konkretny uśmiech! Brawo. - od razu przybrałem
normalny wyraz twarzy, ale za to moje policzki zapewne stały się
jeszcze bardziej czerwone.
-Ładnie
się uśmiechasz. Korzystaj z tego. - powiedział z satysfakcją.
Westchnąłem cichutko, bo mimo to, że William tak bardzo mnie
zawstydzał to był dla mnie miły i możliwe, że to właśnie to
miłe zachowanie tak bardzo mnie zawstydzało. W pewnym momencie moje
oczy powędrowały na jego szyję, na której miał tatuaż w
kształcie lilii. Zacząłem bardziej się przyglądać jego ciału,
które pokrywały liczne kwiatowe tatuaże. Palcami przejechałem po
lilii na szyi. Chłopak odwrócił się w moją stronę:
-Lilia
wodna... - zacząłem - ... ładna.
(
William? Jak z czymś przesadziłam to sry ;_; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz