Siedziałem po niezłej gonitwie na kanapie. Widać było, że dziewczyna była nowa. Nie znalazła procedur postępowania oraz komu do zgłosić. Do tego oceniła średnią grupkę "ślimaków" za coś bardzo groźnego. Przynajmniej polatałem sobie z nożem jak debil i pobawiłem z nimi w berka. Ah..., chyba oberwę za to u Effy
- Tia..., zwiadowcy się tym zajmą - powiedziałem przeciągając się - Jak się nazywasz?
- Finch - odpowiedziała
- Jestem Cezar, tak więc... Chyba jesteś nowa od kilku dni i jeszcze nie miałaś podstawowego szkolenia - powiedziałem
Uniosła brwi zdziwiona.
- Takie grupki zawodowcy zabijają na patrolach nożem w pojedynkę, nie trzeba od razu tak panikować - wyjaśniłem
- było ich dużo..., z dwadzieścia - zauważyła
- Powiedziałem zawodowcy, a nie zwykli mieszkańcy obozu, Ci z sekcji zewnętrznej - uściśliłem wstając - Byłaś już u Effy?
Nie czekając na odpowiedzieć ruszyłem do kuchni więc gość ruszył moim śladem.
- Kogo? - zapytała lekko zdziwiona sytuacją
- Elisabeth, przywódczyni. Eh, myślisz, że tak duży obóz istnieje bez całkowitej organizacji? Może i mamy luz ale hierarchia jest tutaj jak w wojsku prawie by nikomu się nie nudziło - wyjaśniłem - Nowi zgłaszają się do Effy po zakwaterowanie, informacje i w wszystkie potrzebne rzeczy. Możesz też iść do jednego z doradców ale nie mieszajmy Ci w głowie
Wyciągnąłem z szafki dwie butelki wody i jedną rzuciłem dziewczynie. Złapała ją. Otworzyłem swoją i od razu wypiłem połowę.
- Gdzie mogę ją znaleźć? - zapytała
- W bardzie głównej, taki duży budynek wiszący nad ziemią, nie sposób jest przeoczyć - zapewniłem
Pokiwała głową na znak, że rozumie.
- A ty jesteś...? - zapytała
- Cezar już mówiłem - powiedziałem specjalnie jak debil
- Kim jesteś no... z zawodu tutaj - próbowała wyjaśnić
- Dowódcą Zbieraczy - pochwaliłem się
Chociaż... ta nazwa prędzej wywołuje śmiech niż szacunek.
<Finch?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz