sobota, 21 listopada 2015

Od Cezara C.D. Elisabeth

Nie musiałem się długo rozwlekać nad nieco nieludzkimi odgłosami dobywającymi się z mostu przed nami.
- Chyba powinniśmy się zbierać, jest pora karmienia - powiedziałem wolno podnosząc się z ziemi.
- Co to takiego? - zapytała Effy zdziwiona
- Długa historia, chodź - złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą
- A daleko jeszcze? - widać długo wstrzymywała to pytanie nie chcąc wyjść na marudną



- Nie, zaraz będziemy na moście. Chcesz to mogę Cię ponieść - zaproponowałem
- Heh, starczy jak z powrotem weźmiesz za mnie plecak - odpowiedziała ruszając koło mnie
- Chyba śnisz, jak nam się uda akcja to ledwo jeden uniosę - stwierdziłem
Rzeczywiście nie musieliśmy wędrować długo. Po chwili zobaczyliśmy most prowadzący do miasta i unoszącą się nad nim mgłę.
- Skąd ta mgła? - zdziwiła się Effy, ponieważ dzień był nad wyraz słoneczny.
- Zawsze tu jest między 14, a 16 i 18, a 20. Kiedy posilają się strażnicy, ale w innych godzinach nie radzę przechodzić przez most - powiedziałem
Pokiwała głową i ruszyliśmy mostem. Odgłosy się nasiliły przez co Effy poczuła widocznie większą niepewność. Szła bardziej za mną rozglądając się uważnie.
Byliśmy mniej więcej w połowie kiedy zobaczyliśmy strażnika. Posilał się spokojnie nie zwracając na nas najmniejszej uwagi. Dziewczyna nieco się przestraszyła widząc go i kilka ciał jednak ja bez słowa złapałem ją za rękę i przeciągnąłem dalej. Udało nam się dotrzeć do miasta.

< Effy? Dzisiaj równie kreatywnie>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz