Spojrzałam przez okno. Niebo co jakiś czas przecinały błyskawice, słychać było huki. Lubiłam burzę - tak samo jak deszcz. Tak, wiem. Jestem nienormalna... Jednak gdybym miała wybierać między zjedzeniem przez zombie, a usmażeniem się, wybrałabym to drugie.
Nadeszła mnie niepochamowana chęć wyjścia na dwór. Już sięgałam po kurtkę, ale rozmyśliłam się. Raczej nie będę chora - przeziębiłam się chyba że dwa razy w życiu. A jeżeli teraz dopadnie mnie choroba... No trudno, odleży się i będzie przeklinać dzień, w którym to wyszłam.
Szłam przed siebie, kompletnie nic nie widząc. Najwyżej wpadnę w drzewo i będę mogła podziwiać przez kilka dni pięknego guza na czole. Nagle otrzepało mnie zimno. Jednak mogłam założyć tą kurtkę.
Stanęłam i rozejrzałam się w poszukiwaniu swojego domu, albo jakiejś osoby. Ale kto normalny wychodzi na dwór w taką pogodę? Ja się nie liczę, nie jestem do końca normalna.
A jednak ktoś wyszedł! Zaczęłam iść w jego stronę, ale jakimś cudem zaczął się ode mnie oddalać. Pewnie mgła zgęstniała, bo teraz i ja gorzej widzę.
W końcu podeszłam do tej osoby i zauważyłam, że była niższa ode mnie. Cóż, podobnie jak każdy. Kiedyś chciałam być wysoka... Ale nie aż tak. Złapałam go za lewy łokieć, aby po chwili dostać z prawego w brzuch. Syknęłam z bólu, puściłam go i nieco się oddaliłam. Jeżeli ma jakąś broń - co jest raczej oczywiste - może się zrobić troszkę nieprzyjemnie, a ja chcę zginąć w inny sposób.
- Hej, gdzie jesteś? Naprawdę nie lubię burzy i wolę z tobą porozmawiać na herbacie niż cackać się tutaj - gdy to mówił, ostrożnie zaszłam go od tyłu. Oby mi nic nie zrobił. Wyciągnęłam ręce przed siebie i złapałam go... Ugh, wybacz! Prawie natychmiast rozluźniłam uścisk na jego gardle. Chłopak również nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów.
- Z tą herbatą to dobry pomysł - mój głos był zachrypnięty. Czyli się załatwiłam. A mogłam wziąć tą kurtkę. - Prowadź, nie mam orientacji przestrzennej.
Chłopak złapał mnie za rękę, nie protestowałam. Nie chciałam się zgubić w tej mgle po raz kolejny.
- Jak się nazywasz? - i on nie był w najlepszej kondycji. Nie będę sama!
- Samantha... A ty?
- Cezar - chłopak pchnął drzwi, a gdy weszliśmy, otuliło mnie przyjemne ciepło.
Cezar?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz