Bacznie wysłuchiwałam historii opowiadanej przez Chrisa.
Znałam już takie sytuacje. Niegdyś sama padłam ofiarą takiego właśnie śmieszka,
który tylko chciał zrobić sobie żart. Wcale nie było mu do śmiechu kiedy
karetka zabrała mnie z placu zabaw. Było to tak dawno, a ja pamiętam każdą
minutę ze szczegółami. Wtedy miałam pierwszy atak. Pamiętam jak dziś, gdy
padłam na ziemię nie mogąc zapanować nad własnym ciałem. Gdy Chris powiedział,
że wyskoczył zza ściany i wystraszył tego biednego chłopca, sama potrafiłam
dokończyć w głowie tę historię, przypominając sobie własne doświadczenia z
takimi żartownisiami.
Powoli docieraliśmy do obranego celu, w oddali można było
już dostrzec domki jednorodzinne. Widocznie weszliśmy do miasta od strony
jakiegoś spokojniejszego osiedla. No, może kiedyś było spokojniejsze. Mimo, że
mieliśmy jeszcze kawałek, ja już dostrzegałam szwędających się bez celu po
ulicy zarażonych. Nie było ich
specjalnie wielu, toteż nie denerwowałam się na zapas. Oby tylko nie zaskoczyło
nas tam nic większego, bo wtedy mogłoby być nieciekawie. Powoli mijaliśmy
pozostawione na jezdni samochody, niektóre rozpadały się już ze starości, inne
zaś wyglądały, jakby dopiero co wyjechały z salonu. Zatrzymałam się przy
zardzewiałym pickup’ie przyglądając mu
się z lekkim uśmiechem. Moją głowę zalały wspomnienia z dzieciństwa. Przestarzały Ford f150 w odcieniu dojrzałej
czereśni był oczkiem w głowie mojego ojca, pamiętam jak nazywał go swoim
maleństwem. Nigdy nie lubiłam tego auta, bo zawsze psuł się w najmniej
oczekiwanych momentach. Kiedyś jechaliśmy do ciotki na wakacje a ten stary
rzęch rozkraczył się na środku jakiegoś zadupia i czekaliśmy tak godzinami aż z
najbliższego miasta przybędzie pomoc drogowa. Stary Carter nigdy nie był
wybitnym mechanikiem, a przede wszystkim nie lubił brudzić sobie rąk. Z zadumy
wyrwał mnie Chris, kładąc rękę na moim ramieniu.
- Wspomnienia?- spytał z ciekawością spoglądając na mnie. –
Mi taki pickup kojarzy się z wujostwem. Nienawidziłem tego auta.- dodał po
chwili uśmiechając się ciepło. Zaraz jednak pochylił się nad autem by zajrzeć
do środka, choć nie wiedziałam w jakim celu.
- Tak, mój ojciec miał takie auto. Rzęch psuł się zawsze w
najgorszej chwili. Również nigdy za nim nie przepadałam.- powiedziałam posyłając
w jego kierunku promienny uśmiech. Zaraz ruszyliśmy dalej drążąc temat o tym
właśnie aucie. Miło było porozmawiać z kimś, kto ma podobne poglądy do ciebie.
Niestety, po kilku minutach musieliśmy zakończyć jakże to ciekawą konwersację
na temat zardzewiałego pickupa i skupić się na otoczeniu. Porozumiewaliśmy się
szeptem, i tylko wtedy, gdy było to koniecznie. Żeby nie iść środkiem ulicy, i
nie zwracać na siebie zbyt wielkiej uwagi weszliśmy do najbliżej ustawionego
domku. Wyjście kuchenne, które znajdowało się w większości takich domostw pozbawione
było drzwi. Super, nie było trzeba babrać się z zamkiem, choć drzwi wyrwane z
zawiasów nigdy nie mogły oznaczać nic dobrego. Najciszej jak mogliśmy
wkroczyliśmy do środka rozglądając się bacznie na prawo i lewo.
-Rozdzielamy się?- szepnęłam w jego stronę a moja ręka
instynktownie powędrowała za głowę by po chwili zacisnąć palce na rękojeści
miecza.
Chris?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz