- Mogę sama iść - mruknęłam, wyrywając mu się i zmierzając szybkim krokiem w kierunku łazienki. Powinnam mieć tam jakieś środki antybakteryjne, wodę utlenioną albo inne takie. Szybko, jednak przypomniałam sobie, że moje szafki nie są zbyt dobrze wyposażone przez zwykłe lenistwo. Westchnęłam, odkręcając kran. Ostrożnie podłożyłam ramię od zimną wodę. Zresztą, i tak zapiekło. - Dalej dam sobie już radę. Możesz wracać - oznajmiłam, posyłając Cezarowi lodowate spojrzenie. Nie ukrywałam, że nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Szczególnie, że tak perfidnie mnie okłamał. No, błagam. Znałam się na ludziach nie od dziś i doskonale rozpoznałabym oczy kłamcy na kilometr.
- Wolę dopilnować, żebyś porządnie to zabandażowała, a nie natychmiast po obmyciu ruszyła w stronę ekspresu do kawy - prychnął, opierając się o ścianę.
- Przesadzasz. Nie mam ekspresu - uśmiechnęłam się sztucznie, zakręcając kran. Odwróciłam się w jego stronę z miną sugerującą, jak bardzo mam go w dupie. - Nie rozumiesz? Nie jesteś mi już dłużej potrzebny. Odprowadziłeś mnie, jednak nie prosiłam cię o pomoc. Zrozum.
- Jeszcze nie porozmawialiśmy o tych rysunkach - zauważył, odwzajemniając uśmiech w nieco mniej zabójczy sposób. Najwyraźniej, jednak chciał mnie wkurzyć. A ja byłam niczym Hulk, kiedy się wkurzyłam, więc pomysł Cezara był bardzo głupi. - To co?
- Jak chcesz - wycedziłam, ruszając w kierunku kuchni. Gdzieś tam miałam chyba pochowane po szafkach bandaże. No, i oczywiście kawę. - I tak nie mam raczej nic do roboty.
- Serio? Zgadzasz się? - zapytał niedowierzająco. - Super!
- Jeszcze się tak nie ciesz. Na razie zobaczę, co mogę zrobić - nagle zatrzymałam się w pół kroku, wpadając na genialny pomysł. - Dobra. Obiecuję, że narysuję ci te radosne zombiaczki pod jednym warunkiem.
- Hm? - spojrzał na mnie pytająco.
- Dasz mi święty spokój. Przestaniesz się mnie wreszcie czepiać i zaakceptujesz to, że ja naprawdę mam dosyć twojego towarzystwa - syknęłam, patrząc się na niego gniewnie. - I nie, nie mam okresu. I nie, wcale nie mówię tego przez złość, bo nie mówisz mi całej prawdy, a ja tego cholernie nienawidzę. Ja zwyczajnie mam cię już dosyć. Jesteś jak jakiś wkurwiający przydupas! - odwróciłam się i weszłam do kuchni, trzaskając za sobą drzwi. Prawie natychmiast oparłam się o szafkę. Może faktycznie przesadziłam. Przecież to nie tak, że Cezar chodził za mną krok w krok. Zwyczajnie wolałabym, żeby mnie ignorował, kiedy będzie mnie spotykał na naradach albo takich innych. Chociaż... Czy naprawdę tego chciałam? Być może nie potrafiłam zaakceptować faktu, iż wreszcie spotkałam osobę, która mogła mnie polubić.
Cezar? c;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz