Uniosłam brwi, zakładając nogę na nogę. Przez chwilę bawiłam się kawą, kręcąc filiżanką na śliskim blacie. Zastanawiałam się nad tym, co mogę mu powiedzieć. Nie przywykłam do opowiadania o własnym życiu, co może być dziwne, znając w pełni mnie i mój egoizm. Zawsze, jednak, gdy ktoś zadawał mi to pytanie nie miałam pojęcia, gdzie zacząć. Przecież moje życie nie było, aż takie ciekawe. Dobra, troszeczkę było. Napiszę kiedyś swoją własną biografię, kiedy ta cała "apokalipsa" ucichnie. Będzie fajnie.
- Ekhm, pochodzę z Richmond. Radosne miejsce, dalekie od tego laboratorium, w którym doszło do Wielkiego Wybuchu. Dlatego też moja rodzina nie ucierpiała w specjalnie przykry sposób. No, do czasu, aż mój ojciec został zamordowany przez zombie, a matka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Wtedy ja i mój starszy brat, Christopher, trafiliśmy tutaj. Ot, cała historia. Fascynujące, prawda? - mruknęłam, prychając cicho, żeby podkreślić, jak bardzo moje słowa były nieistotne.
- A twoje dzieciństwo? No, dalej. Stać cię na więcej. Życie po Wielkim Wybuchu nie jest chyba wszystkim, co przeżyłaś, hę? Wszystkim, co pamiętasz? - pochylił się nad stołem, bacznie mnie obserwując.
- Dobra, nich ci będzie. Byłam mniej, więcej taka, jak teraz. Nie potrafię tego zrozumieć, moi rodzice byli miłymi ludźmi. Nie mam pojęcia, po kim odziedziczyłam ten koszmarny charakter. Często zastanawiałam się też, czy nie jestem adoptowana - zaśmiałam się nerwowo. Cholera. A jeśli faktycznie byłam adoptowana? Wtedy całe moje życie żyłabym w kłamstwie. Chociaż zaraz. Oczy. Ja i moja matka miałyśmy takie same oczy o ciemnobrązowym odcieniu. Ledwo zauważalnie odetchnęłam z ulgą. Również miałam zbyt mieszane uczucia w stosunku to mojego brata, by naprawdę mógł nie być moim bratem. A tata był w sumie dupkiem, gdyby mu się bliżej przyjrzeć. Czyli wszystko było w porządku. - Tak czy inaczej, nigdy specjalnie nie lubiłam ludzi. To nie przeszkadzało mi, jednak wybić się na szczyt szkolnej popularności. Głównie dlatego, że byłam tak różna od mojego starszego brata imieniem Ciamajda. Ale też robiłam wszystko, na co miałam ochotę. Byłam popularna, bo robiłam, co chciałam i robiłam, co chciałam, bo byłam popularna. Pięknie się to uzupełniało. Życie, jak z bajki, normalnie. Miałam też paru chłopaków. Znaczy się, prawie żaden nie był nim dłużej, niż tydzień. Chociaż raz się zdarzyło... - posępniałam. - Nie ważne. Moja rodzina była bogata, więc mogłam sobie pozwolić na różne luksusy. Być może zostałam przez nich strasznie rozpuszczona, a to dlatego, że byłam tym młodszym dzieckiem. Starsi zawsze mają przerypane. Chociaż rodzice kochali chyba bardziej CC, bo to on był ten grzeczniutki - prychnęłam. - No, koniec. Piękne życie, prawda? Pewnie poprosiłabym cię, żebyś teraz opowiedział o sobie, ale mało mnie to obchodzi - uśmiechnęłam się sztucznie. - Skończyłeś kawę? Możesz już wyjść?
Avery?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz