Teraz ciężko było mi o tym myśleć, jednak kiedyś byłem dzieckiem i nawet wtedy obrywałem. Szczególnie, kiedy patrzyłem na swoją siostrę z politowaniem, mówiąc jej: "Przykro mi, Gen, ale nie jesteś Jedi." Wtedy ona przybierała tą swoją nieodgadnioną minę i odpowiadała: "Masz rację. Ja jestem Sithem." A przez następne pół godziny musiałem biegać wokół domu, uciekając przed tą maszkarą, która chciała mnie pokroić patykiem, sądząc najwyraźniej, że był to czerwony miecz świetlny. W końcu, jednak zawsze mnie w jakiś sposób doganiała, a potem zostawiała często pokrwawionego na dworzu. Miała wtedy sześć lat.
Podobnie czułem się teraz. Cholera. Chciało się zrobić coś dobrego dla świata i od razu dostawało się za to po dupie. Chyba powinienem był zostać przy swoich papierach i posegregować je, czy coś. Albo przeczytać jakąś dobrą książkę. Tak, to na pewno było o wiele bezpieczniejsze.
Jednakże nie zrobiłem tego, więc leżałem teraz na brudnej ziemi, a drzewa nade mną wirowały. Mroczki przed oczami zaczynały powoli znikać, a cichy głos dobiegający gdzieś z oddali zaczął być coraz bardziej wyraźny. Ktoś potrząsał mną raz za razem. Nie pomogło to mojej głowie, która metaforycznie pękała z bólu. Jęknąłem, podnosząc się na łokciu.
Nade mną stał jakichś chłopak. Przez chwilę był rozmazany, więc nie rozpoznawałem go, jednak po chwili jego twarz stała się wyraźniejsza. Miał chyba na imię Cezar. Parę razy spotkałem go, najczęściej, kiedy chodził przyczepiony niczym rzep do mojej siostry. To nie znaczyło, jednak, że go lubiłem. Właściwie dodawało to kilka minusowych punktów. Byłem nadopiekuńczy, cóż począć.
- Dzięki, tak sądzę - podał mi dłoń, a ja podciągnąłem się. - Kurde, nieprzyjemna sytuacja. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnim razem tak mocno oberwałem. Jest ich więcej?
- Pewnie tak - Cezar wzruszył ramionami. - Co tu robiłeś?
- Zakładam, ze to co ty - parsknąłem cichym śmiechem. - Na pewno nie zbieram grzybków. Idziesz dalej eliminować to paskudztwo? Jak coś to chętnie ci potowarzyszę. Moje życie jest tak nudne, że bycie prawie zabitym to dosyć miła odmiana.
Cezar?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz