- Hm... A możesz mi powiedzieć, co mam do wyboru?- zapytałem.
- Lekarz, łowca, strateg, zwiadowca, zbieracz, kucharz, nauczyciel, wojownik, strażnik dzienny lub nocny.- wyrecytowała dziewczyna na jednym wdechu.
Stanowiska związane z jedzeniem odpadły jako pierwsze. Prędzej wszystko bym zjadł, niż przyniósł innym. Do wojownika i stratega jakoś mnie nie ciągnęło. Nauczyciel? Bliżej mi do ucznia. Boję się strzykawek, dlatego nie byłbym dobrym lekarzem. Pozostało mi zostanie strażnikiem. Według mnie noc służy do spania, a nie łażenia po lesie, więc moje stanowisko już wybrane.
- Chcę zostać strażnikiem dziennym.- zadecydowałem.
Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że nawet nie znam jej imienia. Trochę dziwnie byłoby dzielić dom z osobą, której tożsamości nie znam.
- A jak masz na imię?- zaciekawiłem się.
- Elisabeth.
W tym momencie dziewczyna wstała z kanapy i spojrzała na zegarek wiszący na ścianie. Mruknęła coś o mapie i pośpieszcie udała się w stroną drzwi. Zostałem sam w domku. Normalnie pewnie poszedłbym poszukać dla siebie łóżka, ale zżerała mnie ciekawość gdzie poszła Elisabeth. Postanowiłem iść za nią. Szedłem za nią w odpowiedniej odległości, takiej, żeby jej nie zgubić, ale żeby też mnie nie zauważyła. Po kilku minutach dziewczyna weszła do jakiegoś domku. Usiadłem za drzewem i czekałem na jej wyjście. Kiedy prawie zasnąłem, usłyszałem trzaskanie drzwi. Dziewczyna udała się w dalszą drogę. Odczekałem chwilę, a potem wyruszyłem za nią. Po paru metrach Elisabeth stanęła.
- Kasper, wiem, że za mną idziesz.- powiedziała.
- Ale kiedy się zorientowałaś?- zapytałem podchodząc do niej.
- Od razu po wyjściu z naszego domku. Usłyszałam jak drzwi się zamykają. Trzeba by je naoliwić.- odpowiedziała.
Faktycznie, mogłem trochę odczekać, zanim wyszedłem z domu. Wtedy nie usłyszałaby skrzypienia i nie zorientowała się, że za nią idę.
- Dokąd idziesz?- zmieniłem lekko temat.
- Muszę zebrać trochę zasobów dla obozu.
- Ach tak... Mogę iść z tobą?- zapytałem.
Co prawda nie stęskniłem się za ,,żywymi trupami'', ale czułem, że po prostu muszę chociaż jeszcze raz zobaczyć świat poza obozem. Nie byłem to długo, może 3 godziny, ale i tak wydawało mi się, że jest tu dla mnie za mało miejsca. Wcześniej mogłem chodzić gdzie chciałem, a teraz ograniczał mnie teren Obozu Ocalałych.
- To mogę iść?- ponowiłem pytanie, gdyż Elisabeth nie odpowiedziała za pierwszym razem.
- Lekarz, łowca, strateg, zwiadowca, zbieracz, kucharz, nauczyciel, wojownik, strażnik dzienny lub nocny.- wyrecytowała dziewczyna na jednym wdechu.
Stanowiska związane z jedzeniem odpadły jako pierwsze. Prędzej wszystko bym zjadł, niż przyniósł innym. Do wojownika i stratega jakoś mnie nie ciągnęło. Nauczyciel? Bliżej mi do ucznia. Boję się strzykawek, dlatego nie byłbym dobrym lekarzem. Pozostało mi zostanie strażnikiem. Według mnie noc służy do spania, a nie łażenia po lesie, więc moje stanowisko już wybrane.
- Chcę zostać strażnikiem dziennym.- zadecydowałem.
Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że nawet nie znam jej imienia. Trochę dziwnie byłoby dzielić dom z osobą, której tożsamości nie znam.
- A jak masz na imię?- zaciekawiłem się.
- Elisabeth.
W tym momencie dziewczyna wstała z kanapy i spojrzała na zegarek wiszący na ścianie. Mruknęła coś o mapie i pośpieszcie udała się w stroną drzwi. Zostałem sam w domku. Normalnie pewnie poszedłbym poszukać dla siebie łóżka, ale zżerała mnie ciekawość gdzie poszła Elisabeth. Postanowiłem iść za nią. Szedłem za nią w odpowiedniej odległości, takiej, żeby jej nie zgubić, ale żeby też mnie nie zauważyła. Po kilku minutach dziewczyna weszła do jakiegoś domku. Usiadłem za drzewem i czekałem na jej wyjście. Kiedy prawie zasnąłem, usłyszałem trzaskanie drzwi. Dziewczyna udała się w dalszą drogę. Odczekałem chwilę, a potem wyruszyłem za nią. Po paru metrach Elisabeth stanęła.
- Kasper, wiem, że za mną idziesz.- powiedziała.
- Ale kiedy się zorientowałaś?- zapytałem podchodząc do niej.
- Od razu po wyjściu z naszego domku. Usłyszałam jak drzwi się zamykają. Trzeba by je naoliwić.- odpowiedziała.
Faktycznie, mogłem trochę odczekać, zanim wyszedłem z domu. Wtedy nie usłyszałaby skrzypienia i nie zorientowała się, że za nią idę.
- Dokąd idziesz?- zmieniłem lekko temat.
- Muszę zebrać trochę zasobów dla obozu.
- Ach tak... Mogę iść z tobą?- zapytałem.
Co prawda nie stęskniłem się za ,,żywymi trupami'', ale czułem, że po prostu muszę chociaż jeszcze raz zobaczyć świat poza obozem. Nie byłem to długo, może 3 godziny, ale i tak wydawało mi się, że jest tu dla mnie za mało miejsca. Wcześniej mogłem chodzić gdzie chciałem, a teraz ograniczał mnie teren Obozu Ocalałych.
- To mogę iść?- ponowiłem pytanie, gdyż Elisabeth nie odpowiedziała za pierwszym razem.
Elisabeth?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz