- Tam, tak sądzę - kiwnęłam głową w kierunku wydeptanej ścieżki. - Albo zwyczajnie zgłupiałam i chodzę w kółko. Cóż, jest jeden sposób, by to sprawdzić - ruszyłam, ale zatrzymałam się w pół kroku. - Dzięki i w ogóle. Ale nie musisz mi pomagać, dalej poradzę sobie sama.
- Daj spokój. Mogę ci pomóc - ciągle trzymał kurczowo jedno z pudeł, dalej idąc we wskazanym przeze mnie kierunku. Szybko mu zrównałam, ponieważ wcześniej zostałam w tyle.
- Jak chcesz - przewróciłam oczami. - Jakby się ktoś pytał, to nie ja jestem odpowiedzialna za twój nadwyrężony kręgosłup. W sumie to nawet miło, że ktoś postanowił pomóc. Nie to, że czuję się, niosąc dwa ciężkie pudła z książkami, jak jakaś dama w opresji. W rzeczywistości po prostu można powiedzieć, iż cię wykorzystuję. Ale najwyraźniej nie masz nic przeciwko - prychnęłam.
- A ty? - odpowiedziałam pytaniem, na pytanie. - Bez obrazy, ale nie ufam ci. A co jeśli jesteś jakimś psychopatą, który chce tylko dowiedzieć się, gdzie mieszkam, by potem nękać mnie po nocach? - do głowy przyszedł mi pewien miły klaun, z którym miałam styczność ostatnimi czasy. Może byłam szalona, ale teraz sytuacja z nim niezwykle nie bawiła. Niestety, chyba tylko mnie. - Genevieve.
- Dowódca wojowników? - zapytał, uśmiechając się ironicznie. - Avery, wojownik.
- Super. Teraz mam uzasadniony powód, dlaczego cię wykorzystuję. Naprawdę, byłoby mi ciężko na sercu, gdybym musiała... Właściwie to zapomniałam, co miałam powiedzieć. O, patrz! To mój nowy dom - zza drzew zaczęła już wyłaniać się nowoczesna budowla, która swoją konstrukcją nieco odbiegała od przeciętnych domków w Obozie. Cóż, niektórzy po prostu zasługują na lepsze rzeczy, niż inni.
Doszliśmy pod ganek schody. Położyłam obok nich pudło, a Avery zrobił to samo. Przeciągnęłam się i usiadłam na schodach. Teraz mogłam chwilę poleniuchować. Należało mi się, nie?
- Uważam, że zatrzymanie niewolnictwa było niewłaściwe. Przydałoby się to, zwłaszcza w tych czasach. Gdybym była prezydentem, moją pierwszą ustawą byłoby odebranie wszelkich praw osobom, tak zwanej: "niższej kategorii". Przykre, ale ludzie muszą wiedzieć, gdzie ich miejsce.
- A co jeśli to ty, byś była osobą "niższej kategorii"?
- Uważasz, że mogłabym być osobą "niższej kategorii" będąc jednocześnie prezydentem? - uniosłam brwi. - Masz niezwykle bujną wyobraźnię, kolego.
Avery? Wybacz, że krótkie. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz