poniedziałek, 14 grudnia 2015

Od Genevieve - CD historii Avery'ego

Prychnęłam cicho, jednocześnie unosząc brwi.
- Rób jak chcesz, ale nie licz, że zaproszę cię na herbatkę - oznajmiłam, uśmiechając się sztucznie. Zręcznym ruchem podniosłam drugi karton i ruszyłam w kierunku mojego nowego miejsca zamieszkania. Avery szedł za mną, tak przynajmniej sądziłam, słysząc za sobą jego kroki. Wkrótce dotarliśmy do szczytu schodów. Pchnęłam drzwi. Oczywiście, pod moimi nogami plątał się Eddie. - Daj spokój - starałam się go odgonić, jednak bezskutecznie. Przyczepił się mnie, szczekając radośnie. 
- Mogłabyś okazać mu chociaż trochę miłości - powiedział Avery, jednak po tonie jego głosu można było wyczuć, iż żartował. Chyba. Minę miał całkowicie poważną.
- Okazuję mu miłość - postawiłam karton i pogłaskałam za uchem mopsa. - Zwyczajnie robię to w swój, dziwny sposób. I wcale nie powinieneś się tego czepiać. To nie jest twój zasrany interes - oświadczyłam całkowicie spokojnie, nie zmieniając tonu swojego głosu.
Uniósł dłonie w geście kapitulacji.
- Dobra, dobra. Łapię. Mam się odpieprzyć - mruknął.
- Dokładnie! Widzisz, chociaż raz coś łapiesz - machnęłam dłonią. - Możesz już postawić to pudło. I sobie iść. Tak, tak będzie lepiej. 
- Właściwie to liczyłem, że jednak zaproponujesz tą herbatę - uśmiechnął się arogancko.
Splotłam ramiona na piersi, opierając się o ścianę. Wcale nie zamierzałam kapitulować, a już na pewno nie chciałam zapraszać go na durną herbatę. 
- Po moim trupie - odwzajemniłam uśmiech, dokładnie w ten sam sposób. - A teraz zmykaj stąd, kolego. Nie potrzebuję niechcianych gości, a muszę się jeszcze rozpakować.

Avery? 
Weny brak, wybacz ;c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz